Bojkot?
Natury, ani planów Adolfa Hitlera nie zdołała zmienić olimpiada w Berlinie w 1936 r. Nie łudźmy się więc, że zmieni ona cokolwiek w polityce wewnętrznej Chin. Z powodu zaszczytu organizacji olimpiady Chiny nie zrezygnują z okupacji Tybetu, nie zrezygnują z łamania praw człowieka, z cenzury internetu, ani z całej masy nieprzyjemnych rzeczy, z których słyną. Chińczycy wyznają inne wartości i nie bardzo mamy im jak narzucić nasze. Naiwnie oczekujemy, że powierzając Chińczykom organizację igrzysk, zaszczepimy w nich europejskiego ducha swobody i szacunku dla jednostki. Nic z tego. Oni nie chcą się zmienić. Zamiast tego szukają dużej agencji PR, która zajmie się zmianą ich wizerunku na zachodzie. To tańsze i łatwiejsze posunięcie.
Jak możemy wywierać wpływ na chińskie władze, żeby zaczęły przestrzegać norm międzynarodowych (czyt. europejskich)? Odpowiedź jest prosta: nie możemy. Gdybym chciał rozpocząć bojkot chińskich produktów, musiałbym przestać pisać te słowa, bo połowa części mojego kompa pochodzi z Chin. Łatwiejszy byłby bojkot samej olimpiady, ale postawmy się w sytuacji sportowca, który kilkadziesiąt lat trenuje, i który teraz miałby to poświęcić dla gestu, o którym nikt nie będzie pamiętał za rok. Buntując się samodzielnie możemy uzyskać jedynie tyle, że nie dostaniemy żadnego medalu.
W starożytnej Grecji na czas igrzysk wstrzymywano działania wojenne. Nie liczyłbym na to w przypadku Tybetu. Co najwyżej zostanie wstrzymana jego łączność z resztą świata.
Na koniec ciekawostka. Krótki filmik ukazujący alternatywną genezę powstania logo igrzysk w Pekinie:
http://www.youtube.com/watch?v=kdqa8_RB8Mg
Udostepnij