Chamstwo nasze powszednie
Stałem niedawno w kolejce po bilety na autobus z Krakowa do Zakopanego. Kolejka nie była długa, parę osób, może na minutę czekania. Byłem ostatni. Podeszła kobieta, ale zamiast stanąć za mną, stanęła tak ni to za mną, ni to obok, a z każdym kolejnym kroczkiem przesuwała się nieco szybciej ode mnie, no i po chwili stała już przede mną. Kiedy zwróciłem jej uwagę, odparła pogardliwie „Mężczyźni przepuszczają kobiety”. Miałem na końcu języka „Mężczyźni przepuszczają damy”, ale sobie darowałem (choć zapewne nie powinienem).
To drobne bazarowe cwaniactwo niektórzy mają we krwi i zachowania tego typu są dla nich naturalne i być może, nawet ich nie kontrolują. Na tym budują swój mały sukces życiowy, na malutkich świństewkach, na pożyczeniu paru groszy i nie oddaniu, na niewinnym kłamstewku, na zwaleniu winy na kogoś. Babsko wepchnęło się przede mnie, czyli zyskało jakieś 20 sekund. To już coś, z sekund składa się wieczność – jest więc babsko do przodu. Jednak tym samym to babsko wyznacza sobie poziom powyżej którego nigdy nie podskoczy. Ten typ tak ma, że nie może się powstrzymać przed takimi zagraniami. Jeśli dostanie pracę sekretarki, to zapewne pierwsze, co zrobi, to zaopatrzy swoje dzieci w firmowe długopisy, a domową łazienkę w firmowy papier toaletowy. Tego typu zachowania wywołują obrzydzenie. Ze słomą w butach nie da się wejść na salony.
Jest wiele poziomów chamstwa, ale to najniższe, plebejskie, atawistyczne, zwierzęce jest najgorsze, bo jego motywy są najniższe, a potencjalna korzyść dla chama minimalna. Jest to też chamstwo najbardziej upierdliwe dla ludzi uczciwych, którzy muszą pilnować, by cham nie wepchnął się przed nich do kolejki lub nie oszukał przy wydawaniu reszty.
Kiedy moja firma była większa, zatrudniałem około dziesięciu osób i miałem okazję przyjrzeć się ciekawym zachowaniom niektórych z moich pracowników. Oto ludzie, którym ufałem i których szanowałem, potrafili przegadać kilka tysięcy złotych na prywatne rozmowy, nawet zagraniczne albo wykorzystać przez miesiąc więcej niż kilka długopisów. Oczywiście dla nich nie była to kradzież. Manager po napisaniu notatki wkładał długopis do kieszeni marynarki, a w domu kładł ten długopis na stole, żeby powiesić marynarkę na wieszaku. Rano nie wkładał długopisu do kieszeni i w firmie brał następny. Wszystko to były naturalne czynności, w których nie było niczego, co przypominałoby kradzież. Była to jednak kradzież, tyle że rozłożona na raty. Tenże manager stracił znacznie więcej, gdy zobaczyłem jego żonę piszącą jednym z naszych zaginionych długopisów firmowych.
Czasem zdarza się, że ktoś parkuje w czyjejś bramie, choć dziesięć metrów dalej jest wolne miejsce. Zwyczajnie koleś chce mieć bliżej o te dziesięć metrów, a kłopot, jaki komuś robi, nie jest przecież jego kłopotem. Przynajmniej dopóki właściciel bramy nie wezwie straży miejskiej, co jak najbardziej powinien uczynić, bo chamstwo trzeba zwalczać. Cham, który poniesie karę za swoje chamstwo, będzie chamem trochę mniejszym. Kilkakrotna kara może spowodować powstanie nowych połączeń neuronalnych w chamskim mózgu, w wyniku czego pojawią się zaczątki empatii i myśl, że chamstwo niekoniecznie popłaca. Edukując chama, ułatwiamy życie innym członkom społeczeństwa, którzy będą mniej narażeni na kontakt z jego chamstwem. Zwalczanie chamstwa jest więc zachowaniem prospołecznym.
Chamstwo nie zostało wymyślone przez człowieka. Cała przyroda opiera się na chamstwie, drzewa nawzajem odbierają sobie światło, silniejszy pies kradnie słabszemu kość. Chamstwo istnieje tam, gdzie trzeba walczyć o zasoby, gdzie szacunek wobec innych zmniejsza szanse przetrwania. Ładnie jest to opisane w Imperium Słońca Ballada, gdzie brytyjscy arystokraci trafiają do japońskiego obozu jenieckiego. Przez długi czas, mimo ewidentnego niedostatku, wręcz głodu, nie znikają wzajemne uprzejmości, ludzie dzielą się jedzeniem, nie kradną etc. Działa to również w drugą stronę, ale proces budowania kultury trwa wielokrotnie dłużej niż jej niszczenie.
Wspomniane na początku babsko było Góralką z okolic Nowego Targu. Podhale, dzięki turystom z dużych miast, jest teraz bogatym regionem, ale jeszcze kilkadziesiąt lat temu była tam taka bieda, że aż piszczało. Niezauważone wepchnięcie się w kolejkę jest więc wynikiem przystosowania środowiskowego, nauki wyniesionej z domu i zakorzenionej głęboko w umyśle owego babska. Podhale jest tu przykładem, bo akurat ten region znam lepiej, ale to tak wygląda w wszędzie, gdzie dobrobyt jest czymś nowym. Prawdopodobnie musi wymrzeć pokolenie pamiętające biedę, a może i następne, by stosunki międzyludzkie osiągnęły przyzwoity standard. Podobne zachowania obserwuję również w Warszawie, choć ich skala i częstotliwość systematycznie spadają. Dzieje się tak właśnie z powodu presji społecznej i stosunkowo niewielkiego zysku, jaki można tak osiągnąć.
Chamstwo często wynika z nieznajomości zasad lub z ich braku. Przykład drogowy: na przewężeniu z dwóch pasów robi się jeden. W Europie Zachodniej jest fajny zwyczaj wjeżdżania na suwak, czyli na przemian samochód z lewego pasa i prawego. Dotyczy to oczywiście korka, bo przy szybkiej jeździe pas trzeba zmienić wcześniej, żeby mieć zapas bezpieczeństwa. W Polsce nadal wygląda to tak, że jedni kierowcy zjeżdżają z pasa, który się kończy, znacznie wcześniej, gdy tylko zauważą przewężenie, albo gdy miną znak informujący o przewężeniu, albo 150 metrów przed, albo 100. Każdy w innym momencie. W efekcie jeden pas jest niemal pusty, drugi stoi. I zaczyna się konflikt, bo stojący w korku nie chcą wpuszczać tych z wolnego pasa, a ci, jak już się wcisną, to nie chcą wpuszczać następnych. Powstaje chaos, w którym wszyscy klną na siebie nawzajem. Ja stosuję prostą zasadę – jadę, dokąd się da pasem, na którym akurat się znajduję, i dopiero tam wjeżdżam (czyt. wpycham się, bo nikt mnie nie chce wpuścić). Zapewne wszyscy, których mijam myślą, żem cham i cwaniak, ale ja tylko robię tak, jak wszyscy powinni robić. Bo gdyby wszyscy stosowali tę zasadę, chamstwo nie mogłoby się pojawić.
Poza takimi sytuacjami, gdzie konflikt wynika z braku jednolitych zasad, od wielu już lat kierowcy przepuszczają się w korku (wbrew stereotypowej opinii kultura jazdy w dużych miastach jest wyższa niż na prowincji). Ma to ścisły związek właśnie z tym, że nie opłaca się walczyć o te kilka sekund. Jeśli ktoś miał wątpliwą przyjemność jazdy samochodem po miastach Rosji czy Ukrainy, wie, że u nas wcale nie jest źle. Dziś natężenie ruchu jest tam takie ja u nas, ale kultura jazdy taka, jaka u nas była piętnaście lat temu. Podobne odczucia ma zapewne Niemiec w Polsce, nad czym boleję.
Istotna jest też kultura i komunikacja. Przykład ze sklepu na rogu: Stoję w kilkuosobowej kolejce. Do sklepu wchodzi korpulentna dziewczyna i zwyczajnie wpycha się na początek. Zwracam jej więc uwagę, że jest kolejka, a kolejka jednomyślnie mnie popiera. „Proszę pana, ja przecież jestem w ciąży” – odpowiada dziewczyna. Wtedy reszta ludzi oburza się z kolei na mnie, że nie chcę przepuścić kobiety w ciąży. Problemu by nie było, gdy ta pani miała dość rozumu lub kultury (wystarczy jedno), by powiedzieć na początku, o co kaman. Bo jak ja mam poznać, że ona jest w ciąży? Po zapachu? Podobny przykład: w KFC są czynne dwie kasy. Przy pierwszej trzy osoby, przy drugiej jedna. Staję więc w tej krótszej. Czekam około minuty, a gdy osoba przede mną odchodzi, jedna z osób z sąsiedniej kolejki bez słowa wpycha się przede mnie. „Przepraszam, ale ja tu stałem” – mówię. „Nie, pan tu nie stał” – pada odpowiedź. Dialog jak z Barei. „Czy ja jestem niewidzialny?” – kontynuuję. Rozmowa trwa dłuższą chwilę, po czym okazuje się, że zanim wszedłem, ludzie ci uformowali jedną kolejkę do dwóch kas. Nie domyśliłem się tego, bo przecież to się raczej nie zdarza w fast foodach. Znów, problemu by nie było, gdyby powiedzieli mi o tym na początku.
Chamstwo wydaje się często bezinteresowne, niezamierzone, ale cham zawsze liczy na zysk. Jeśli pewnego rodzaju zachowania są piętnowane społecznie, cham staje się chamem nieco mniejszym i jest nadzieja, że jego chamstwo zniknie zupełnie.
Udostepnij
February 1st, 2010 at 13:55
o tak szczera prawda…
February 1st, 2010 at 14:59
Cham nie zawsze liczy na zysk, co jest w tym najgorsze. Bezinteresowne chamstwo podpiąć można pod złośliwość. Wynika to czasem z totalnego braku wychowania i ogłady, braku szacunku dla pracy innych etc., a także ze sposobu myślenia ludzi. Najbardziej mnie irytującym typem jest penerstwo, że tak się wyrażę, chyba każdy wie o co chodzi. Ludzie totalnie ignorujący innych, chamscy niewychowani no i zachowujący się w sposób: mam was gdzieś. Taki cwaniaczek najczęściej w grupie zazwyczaj nie spodziewa się jakichkolwiek konsekwencji swoich zachowań, czasem się udaje, czasem nie. W niektórych sprawach po prostu nie ma siły na takiego cepa, trzeba już odżałować minutę czy dwie, a nie się awanturować. Z drugiej strony, kiedy można należy zwrócić jednak swoją uwagę na nieodpowiednie zachowanie, a nie udawać, że nic się nie stało. Wielu ludzi jednak odstrasza aparycja ww. penerów…
No, ale mi się ten post wpasował, bo w drodze do domu byłem zmuszony aż dwa razy powstrzymywać się przed gwałtowniejszą reakcją.
1.) Nie wiem jak to zabrzmi dla osób postronnych, ale przed domem zbudowałem sobie bałwana ;) Śniegu jak wiadomo sporo, miejsce zajmował, utrudniał chodzenie etc., więc postanowiłem uformować z niego coś ładnego. Wyszło ekstra, obowiązkowa marchew, oczy i rączka, wygładzony uśmiechnięty prezentował się naprawdę świetnie, a już na pewno lepiej niż zaspa na środku chodnika. No i oczywiście nie było mu dane długo ozdabiać publicznego chodnika, bo jakiś właściciel postanowił osikać go swoim psem, tak samo następny. Na końcu oczywiście dzieło pozbawione zostało głowy, co choć było do przewidzenia jednak smuci i irytuje. Głowię się nad motywami niektórych ludzi, którzy niszczą coś nad czym się człowiek wysilił, być może nawet bałwana zbudowały jakieś dzieci, no ale co z tego, jak można przecież rozwalić i mieć fun.
Może jestem przewrażliwiony dzisiaj, ale pasuje do tematu…
Co dalej, to już któryś setny raz przeklinam kierowców. Latem nie jest to aż tak uciążliwe, ale zimą, kiedy na granicy chodnik-ulica tworzy się półmetrowa zaspa błota zachowanie to wywołuje u mnie niezbyt miłe uczucia. Mowa o parkowaniu. Zastanawiałem się nad tym kilka razy, ale nie rozumiem logiki parkujących. Mówię tutaj o parkowaniu na chodniku. Idąc do domu zmuszony byłem wyjść na ulicę, aby ominąć zaparkowany bokiem do chodnika (kierunku w którym się idzie) samochód. Ale najbardziej boli sposób parkowania. Jeśli chodnik jest wąski, stanie jakiś cep idealnie tak, aby na chodniku był cały samochód, którego szerokość zdaje się być przystosowana do szerokości chodnika. No i znowu przyjemna przeprawa przez błotko, mniam. Jeśli zaś chodnik jest szeroki (wcięcie na wjazd np.) to parkujący wykazują tendencję do zwiększenia kąta parkowania, tak aby samochód zajmował idealnie cały chodnik (CHODnik!). Może mi to ktoś wytłumaczy, może nie znam jakiś tajnych zasad, reguł czy przepisów…
No ale zadzwonić po straż nie ma sensu, bo zanim przyjadą to cham zdąży już prawdopodobnie odjechać, a jak to się już zdarzało, wybijanie lusterek w moim mniemaniu nie jest odpowiednim zachowaniem dla kogoś, kto próbuje nauczyć czegoś chama.
No, może sytuacje banalne, ale pokroju wpychania się w kolejkę już tak.
February 1st, 2010 at 15:24
Chamstwa nie należy zwalczać chamstwem. Preferuję metody inteligentne, jak chociażby włożenie za wycieraczkę kartki z dowcipnym (ale nie obraźliwym) komentarzem, kwestionującej sens posiadania samochodu przez kogoś, kto sobie nie radzi z tak skomplikowanym urządzeniem.
February 1st, 2010 at 15:27
To samo powtarza mi za każdym razem ojciec, jak na razie udaje mi się unikać chamskich zachowań ;) Pomysł z karteczką już kiedyś wykorzystałem, ale ograniczając się do zwykłego upomnienia. Nie wiem jaki był efekt, ale na pewno lepszy niż w przypadku prymitywnej reakcji.
February 1st, 2010 at 17:08
Niestety również osoby hmmm ,,inteligentne” też zachowują się prymitywnie np: Stoję sobie w kolejce do sklepiku szkolnego po wodę mineralną (taki jestem dziwny, że nie cole) i po pięciu minutach stania przede mnie wpycha się… nauczycielka osoba która teoretycznie powinna dawać dobry przykład.
To mimo wszystko co innego niż jakiś wyrostek który wryje się przede mnie z tekstem ,,Spadaj mały”
February 1st, 2010 at 18:01
Jak czytałam o zastawianiu bram, to od razu naszło mnie skojażenie z domem mojej bliskiej rodziny która mieszka przy kościele. Brama jest tam zazwyczaj otwarta i droga prowadzi w głąb działki, gdzie stoi dom. Z racji tego, że ludzie często jeżdżą do kościoła samochodem, ulica jest w czasie mszy całkowicie pozastawiana samochodami. I niestety, ludzie wjeżdzają im w bramę, całkowicie tamując przejazd(teraz się już to żadziej zdarza, ale jednak). A jak ktos chce jechać do pracy, czy gdzie tam? Ani karetka ani straż nie przejedzie, bo jakiś idiota zastawil wjazd!
February 1st, 2010 at 18:26
Właśnie włożyłem kartkę za wycieraczkę kolejnego samochodu, który zaparkował w mojej bramie. Zastanawiałem się już nad skonstruowaniem prostej blokady na koło i wystawianiem rachunków 100 PLN za „usługę” zdjęcia blokady. Innym pomysłem jest zakup „motylka” do holowania i przestawiania delikwentowi autka o 200 metrów. Może być zabawnie, ale coś czuję, że tak nie wolno…
February 1st, 2010 at 18:30
A Pana żona ma samochód? Jeśli Jeep jest na chodzie, to można delikwenta zastawić. ;) Sprawdzone:) Z przodu i z tyłu, a zaraz przyleci przepraszać, przynajmniej tak było u mnie, aczkolwiek akurat delikwentem była wystrachana kobietka.
February 1st, 2010 at 18:35
Więc nie mogę powiedzieć jak ktoś o innym charakterze zareaguje na tego typu działanie.
February 1st, 2010 at 21:17
Cholera jasna, spamołap właśnie zeżarł mi długieeeego komcia… Nie mogłoby to okienko zapamiętywać treści?
February 1st, 2010 at 21:54
Sorry, nie tworzyłem tego, tylko wykorzystałem gotowe rozwiązanie i nie potrafię tego zmienić. Trzeba używać CTRL+A CRTL+C przed wysłaniem.
Napisz w skrócie, o czym pisałeś ;)
February 1st, 2010 at 22:03
Oh, no i dodam jeszcze, że zależy to od przeglądarki ;) Moja jest tak miła, że wystarczy użyć opcji wstecz.
February 1st, 2010 at 22:03
Wspominałem swoje przejścia z bezinteresownym chamstwem, zwłaszcza z takim jednym panem, który pomimo mojej uwagi zdecydował, że jednak zaparkuje na przejściu dla pieszych, przed moimi stopami :) Nie dostałem w mordę za to, że nazwałem go w związku z tym chamem, prostakiem i egoistą chyba tylko dlatego, że byłem z dzieckiem w wózku.
Nie będę pisał reszty, zwłaszcza że mam akurat świeży przyczynek do tematu
Uważam, że wiercenie w betonie pięć minut przed 22 jest co prawda zgodne z przepisami, ale jest także poza granicą chamstwa i totalnego “mania w dupie”.
February 1st, 2010 at 23:20
A co ja mam powiedzieć o tych przepisach? Cisza nocna kończy się o 6:00, czyli wtedy, kiedy ja śpię średnio od dwóch godzin.
P.S. Dodałem ostrzeżenie przy okienku do komentarzy.
February 2nd, 2010 at 0:31
A ja tak sobie kombinuję, że wobec chamstwa jesteśmy właściwie bezbronni. Albowiem nie spotkałam chama mądrego, ale inteligentnego - owszem. I jak odpowiedzieć sąsiadowi, który rzuca k…wami, wpychającemu się w kolejkę dresowi, lasce wypisującej dowolne dyrdymały na swoim blipie? Brak reakcji odbierają jako słabość, odpowiedź ich bronią jest poniżej mojej godności, właściwie to chciałabym wymazać ich z mojego świata. A kysz! Niech zostaną mądrzy, wrażliwi i fajni :).
February 2nd, 2010 at 2:11
Czyli jednak exterminacja. Czy wymazanie granatem przeciwpiechotnym chama wpychającego się do kolejki jest aby legalne? Przecież mogą ucierpieć postronni.
February 2nd, 2010 at 15:08
słyszałam kiedyś taką historię.
sąsiadce przeszkadzał hałasujący piętro wyżej kolega więc niewiele myśląc któregoś dnia zostawiła mu na wycieraczce parę filcowych papuci z kartką “Kulturalnych ludzi zakładanie kapci nie trudzi”.Poskutkowało
February 2nd, 2010 at 18:52
Wujek kupił sobie mieszkanie, nie w bloku tylko w takim bloczku raczej i chciałby coś urządzić. Ale kiedy? Wieczorem - no nie, bo ludzie idą spać, rano no nie bo ludzie wstają, w południe, no nie przecież male dzieci obudzi. To kiedy?
February 2nd, 2010 at 21:12
Jednak powinien to robić w godzinach pracy, albo wynająć ekipę, która będzie to robiła w godzinach pracy. Zwykle da się dogadać z sąsiadami, kiedy hałas najmniej przeszkadza. Zdecydowanie nie w weekend. Mieszkam w domu, nie w bloku, więc inne rodzaj hałasów mi przeszkadzają, ale problem jest podobny. W lecie np. jest to szczególnie przykre, bo co weekend kiedy chcę sobie odpocząć, to sąsiedzi nie są w pracy, więc koszą trawnik, albo coś przybijają. Oczywiście każdy w innym terminie. Prawie każdej niedzieli słucham więc kosiarek spalinowych odpalanych do trawnika 5×5 metrów. Ostatecznie, gdyby to była sobota, to trudno. Ale niedziela powinna być wolna od takich przykrości.
February 2nd, 2010 at 22:51
W niedzielę? Spalinową? No ładnie… No ale chodzi mi o to, że niektórzy ludzie nie rozumieją, że urządzając dom jednak trzeba pohałasować. Chodziło mi o to, że nawet jak weźmie urlop, to i tak zawsze jest szansa, że emerytka z mieszkania obok przyjdzie ponarzekać na obudzenie dziecka. Nie wiem jak to rozwiązał, ale znam go dostatecznie dobrze, żeby stwierdzić, że nie zabrał się do tego w niedzielę, tudzież sobotę rano ;)
Problemu kosiarki nie znam, sąsiedzi ogrody mają niewielkie, dziesięć minutek i gotowe. A kosiarki elektryczne to cichutko chodzą w porównaniu ze spalinowymi.
PS. Chodzi Pan spać o czwartej? O.O Tak się nie da. Wstajemy jak wszyscy są w pracy, głowa boli etc. :)
February 3rd, 2010 at 11:59
“No ale chodzi mi o to, że niektórzy ludzie nie rozumieją, że urządzając dom jednak trzeba pohałasować. ”
Niektórzy ludzie rozumieją, bo sami się urządzali. Ale jednak pięć minut przed 22 już jednak niczego nie przewiercali. Zrozumiałbym, gdyby zaczął o powiedzmy 18. Bo pracuje, jasne, ok. Ale jak ktoś wybiera na wiercenie godzinę 21.30 i kończy 21.55, to ja jednak uznam tego kogoś za niezbyt pożądanego sąsiada.
February 3rd, 2010 at 16:29
Ekhem, nic nie mówiłem o tym jak postępują prace, bo nic nie wiem. Chodzi o to, że jak znam ludzi, to o każdej porze będzie coś komuś nie pasować. Nie podejrzewam go o pracę wieczorami, o szóstej albo w weekend, z takiego prostego powodu, że wieczorem się nie chce, w weekend odpoczywa, a rano śpi :) Pozostaje urlop i wysłuchanie wyrzutów śpiącej w południe pani starszej. Taki typ człowieka aspołecznego, który uważa, że bez względu na okoliczności, jak coś przeszkadza akurat JEMU, trzeba to zmienić.
February 3rd, 2010 at 16:33
Oczywiście nie popieram prac w godzinach przeszkadzających jak największej liczbie ludzi, w weekend (trza się po tygodniu wyspać, ale sąsiad oczywiście o szóstej musi wiercić dziurę na chyba sejf w ścianie przy której śpię… genialnie, lepsze niż budzik.) no i rano. Żeby nikt nie myślał, że mam sąsiadów w nosie i należę do rasy chamów :)
February 3rd, 2010 at 17:42
Zmieniając temat.
Nad czym pan, jezeli wolno zapytać, aktualnie pracuje?
Kolejna część FNiN czy może coś dla dorosłych?
February 3rd, 2010 at 21:44
Przyłączam się do pytania :)
February 3rd, 2010 at 22:53
Powieść Si-Fi o Warszawie
Autor: Rafał Kosik
Seria: Science fiction z plusem
Wydawca: Powergraph
ISBN: 978-83-61187-21-9
EAN: 9788361187219
Oprawa: miękka ze skrzydełkami
Format: 125 x 195 mm
Data wydania: 2010
Panie Rafale, orientuje się Pan może jako boss Powergraph’u, czy wschód-zachód wyjdzie jakoś kiedyś przed wakacjami :)?
February 4th, 2010 at 1:21
Jest nadzieja.
February 4th, 2010 at 17:16
Nie wnikam :) Nie żebym się przeprowadzał czy cóś, ale w wakacje się przyda coś do poczytania.
February 5th, 2010 at 15:37
Chamstwo jest na każdym kroku. Niestety, czasem ludzie nawet nie zdają sobie sprawy, co robią.
February 9th, 2010 at 14:26
No ja akurat muszę prawie codziennie interweniować chociażby w kolejce do obiadu w szkole. Albo zachowam się tak samo chamsko jak on (wypchnę gościa z kolejki, jeśli ten się przede mnie wepchnie), albo zaproponuję żeby stanął z mną (mnie nie zrobi różnicy, gorzej tym za mną, ale to już ich sprawa), bądź od razu zgłoszę nauczycielowi, który POWINIEN pilnować czy nikt się nie wpycha (to też nie zawsze skutkuje, bo zawsze mogą się znaleźć tacy jego koledzy, co powiedzą, że on ciągle tu stał, itp.)
February 9th, 2010 at 14:44
A co do samochodu to mój brat się tak wkurzył, (ponieważ ktoś mu stanął na jego miejscu po raz niepierwszy) że tak mu wózek zastawił (później, po zastawieniu spisał numery), że gościu (tak, podglądałem go przez okno w pokoju) jakieś pół godziny siedział i próbował wyjechać. Następnie się wkurzył, przepchnął samochód mojego brata i zwiał z piskiem opon. Brat zadzwonił na policję, bo cham mu skasował tył, którym się oparł o bramę. Nie przyjechał już więcej (cham, nie brat).
February 9th, 2010 at 17:07
Musze przyznać rację co do ruchu drogowego np na Ukrainie, Bułgarii czy Rumunii. Miałam okazję zwiedzać dwa ostatnie państwa podczas wakacji i byłam po prostu wystraszona. Najzwyczajniej w świecie bałam się wyjść na chodnik z domu,a co dopiero na przejście dla pieszych! Ludzie jeżdżą tam jak wariaci. Nikogo nie dziwi trąbienie w mieście(bo tam to niczym świergot ptaków-naturalne), wyprzedzanie na zakrętach z podwójną ciągłą czy przejeżdżanie przez chodnik żeby szybciej wyjechać z korku.
Z kolei chamstwo jest dla mnie czymś naturalnym i nie mówię tu o wpychanie się bez kolejki, bo przywykłam, ale nawet o zachowaniu nauczycieli w szkole.
Ci, którzy powinni stanowić dla nas wzór opanowania, rozwagi i kultury bez problemu potrafią nazwać ucznia przygłupem bo np nie rozumie zdań przeczących w języku niemieckim. Chamstwo wchodzi po prostu w krew, nawet najkulturalniejszemu człowiekowi gdy 10/12 godzin dziennie jest na nie narażony. Nie mówię, że nie można i nie trzeba się przed tym bronić. Tylko czasami nie ma z kogo brać przykładu, bo skoro wszyscy wokół się tak zachowują to z kąt mam wiedzieć jak się zachowywać?
February 12th, 2010 at 17:03
Hmm, czytam tak te komentarze, czytam i nasuwa mi się jedna myśl - połowa nie rozumie czym jest chamstwo, czepia sie o byle gówno czy nie zna zasad.
Osobiście muzyki zazwyczaj słucham na głośnikach, o 22 albo zakładam słuchawki, albo ściszam owe głośniki na tyle że słyszę je tylko ja. Gdzie przy tej drugiej opcji jednak słuchanie nie jest tak przyjemne - zakładam słuchawki. Oczywiście jak któryś z sąsiadów (mieszkam w kamienicy, i mamy bardzo dobre kontakty z owymi) przyjdzie poprosić żebym ściszył/wyłączył to oczywiście to zrobię, z różnymi pracami polegającymi na waleniu młotkiem, wierceniu itp również, oczywiście. Niemniej są dosyć tolerancyjni na jakiekolwiek hałasy, więc zdarza się to rzadko.
To tak słowem wstępu, o moim jakże chamskim zachowaniu.
Teraz lecimy z komentarzami.
Ktoś napisał że nauczycielka się “wpycha” do kolejki do sklepiku.
Nie wiem jak u Ciebie - ale w moich szkołach zazwyczaj było zapisane iż nauczyciel ma prawo do obsługi w owym sklepiku przed uczniami.
Ktośtam pisał o samochodach parkujących na chodniku - przepisy mówią, o ile dobrze pamiętam, o 1? metra wolnej przestrzeni na chodniku, jak sam zauważyłeś - zimą są zaspy, wiec czasami by zaparkować zwyczajnie trzeba ten przepis lekko złamać, oczywiście, jak ktoś stanie i zatarasuje cały chodnik to jest to chamskie, ale ja się z takimi spotykam bardzo rzadko.
Ktoś mówił o zaczynaniu pracy o 21:30 i kończeniu 21:55 - Co w tym złego widzisz? Zasad nie łamie, 22 w obecnych czasach to raczej godzina wczesna (ja, moi znajomi, znajomi moich rodziców, moi rodzice) zazwyczaj idą spać koło północy) I naprawdę, to że ktoś walnie parę razy młotkiem czy coś “chwilę” przed ciszą nocną nie jest chamstwem, jest jak najbardziej normalne, zgodne z zasadami.
Pan Panie Kosik pisał o wynoszeniu firmowych długopisów z pracy - naprawdę takim chamstwem jest dla Pana wyniesienie długopisu wartości tam 30 groszy (stawiam że takie “reklamówki” firmowe tyle kosztują przy większych zamówieniach) i danie tam jednego czy dwóch rodzinie?
Oczywiście - jeśli przed miesiąc znikało owych po 30, i tak miesiąc w miesiąc to jest się do czego przyczepić, ja mówię o sytuacji gdzie znika parę.
Chamstwo nauczycieli na lekcjach - użeranie się z zgrają zdecydowanie bardziej chamskich dzieciaków czy młodzieży denerwuje, czasem nauczycielom pękają nerwy, Ci nauczyciele którzy zachowują się chamsko cały czas w moich szkołach (2 podstawówki i gim, w technikum owych nauczycieli nie uświadczyłem) dostawali od klasy jeszcze większą dawkę chamstwa, psychomanipulacji etc, i albo się zmieniali na lepsze (2 przypadki) albo łapali załamke psychiczną (tu 1 przypadek(na początku owa baba prosiła nas o prace nasze(sztuka btw) i gdy podchodziliśmy wydzierałą się że mamy jedynki i żeby siadać bo nikt nas o podejście nie prosił, na koniec był zwyczajny hardkor, ale dla niej bardziej.)
Znałem nauczyciela który przez wszystkie lekcje siedział i grał na komórce sobie - na koniec roku do mnie jednego (mieliśmy tam 1 lekcje normalną) nagle coś zaczął gadać że mam pałę na koniec roku i czy chcę poprawić - skończyło się na tym że mi wpisał dwóje, w sumie w dupie owa ocena bo zdałem, miała być zemsta w następnym roku, ale nauczyciel wyleciał z pracy.
Ogólnie małe chamstewka czy kłamstewka są naturalne.
Wiadomo, trzeba je po trochu tępić, ale do końca się nigdy nie da.
February 12th, 2010 at 19:13
Wyniesienie jednego długopisu można by uznać za przypadek, ale napisałem już wyżej, że nie chodzi o jeden długopis.
February 12th, 2010 at 22:25
Apropos zwracania uwagi chamom, można przytoczyć historię pewnego warszawskiego policjanta… smutna sprawa.
February 12th, 2010 at 22:28
@Asru:
“Ktośtam pisał o samochodach parkujących na chodniku - przepisy mówią, o ile dobrze pamiętam, o 1? metra wolnej przestrzeni na chodniku, jak sam zauważyłeś - zimą są zaspy, wiec czasami by zaparkować zwyczajnie trzeba ten przepis lekko złamać, oczywiście, jak ktoś stanie i zatarasuje cały chodnik to jest to chamskie, ale ja się z takimi spotykam bardzo rzadko.”
Ja codziennie. Zrobiłem dzisiaj kilka fotek, jak zgram to może wrzucę.
February 12th, 2010 at 23:13
Z tym 1.5 metra (bo to właśnie tyle) to raczej fikcja. Nauczyłem się, podróżując samochodem za granicą, żeby jeździć i parkować jak inni. To zresztą dzieje się nieświadomie. Za naszą zachodnią granicą nie przyszło mi nawet do głowy, żeby jednym kołem zahaczyć o krawężnik. Po prostu nie spotkałem żadnego innego samochodu, który by to zrobił. Pisałem już o tym http://rafalkosik.com/komunikacja-miejska
Są sytuacje, gdzie miejsca jest bardzo dużo, a ludzie i tak parkują na chodniku. Dlatego, że się przyzwyczaili, albo dlatego, że inni tak robią. Widać to nawet np. na ulicy Żurawiej w Warszawie, gdzie po prawej stornie jest szeroki na kilka metrów brukowany pas do parkowania. Tam bezproblemu mieści się Mercedes S, i tak sporo małych samochodów chociaż jednym kołem wjeżdża na chodnik. Czasem jednak nie da się inaczej zaparkować, niż na chodniku. Stosuję wtedy zasadę, że powinno zostać miejsce dla wózka, lub dwóch idących obok siebie osób. Jeśli nikt nie zachowuje 1.5 metra, to moje staranie się niczego nie zmieni, a co najwyżej zaczepi mnie przejeżdżająca śmieciarka.
February 19th, 2010 at 20:52
Hehe, no u mnie na ulicy to wszyscy jednym kołem na chodnik. Ale to jest akurat u mnie pożądane, zostaje miejsca na chodniku dla dwóch osób i miejsca na ulicy dla dwóch samochodów. No ale wracając do domu znowuż spotkałem tak zaparkowany samochód.
Teraz mam już kartkę informującą, iż mam nadzieję, że kierowca zdaje sobie sprawę, iż kara za nieprawidłowe parkowanie samochodu w momencie założenia blokady waha się od 200 do 500PLN. Powinno pomóc ;)
February 24th, 2010 at 14:15
Ja na parkingu przed blokiem mam 2 chamstwa: Jedno że lokaatorzy owego budynku muszą płacić za ten parking a z wierzowców obok mogą przyjeżdżać i nam nasze miejsca (za darmoche) zajmować, a druga rzecz to inni mieszkańcy stają czasami tak że się nie da zaparkować. Normalnie metrowe odstępy… Ale chamy…………………………….
February 24th, 2010 at 19:10
Może nie do chamstwa, ale co mi tam.
Był dzisiaj konkurs przyrodniczy (etap rejonowy). Niewiele się uczyłem, ale miałem 25 punktów. Tyle, że wszyscy z 26 punktami pisali dogrywkę. Normalnie nie miałbym o to pretensji, ale jedno pytanie było źle skonstruowane. Dwie odpowiedzi były poprawne (test jednokrotnego wyboru). Było to pytanie:
“Które z niżej wymienionych chorób są wirusowe?
a) grypa, gruźlica
b) angina, wścieklizna (tą zaznaczyłem)
c) grypa, odra (ta była poprawna)”
Sprawdzałem w bazach ICD - 10, dwóch encyklopediach, dwóch wersjach wikipediii, kilku stronach internetowych i poradniku medycznym. Wszystkie źródła są zgodne - obie odpowiedzi pasują. Zgłaszałem to pani od przyrody, która mnie opieprzyła o to, że skąd ja wytrzasnąłem, że wścieklizna jest wirusowa.
Idę jutro do szkoły z poradnikiem medycznym, bo chcę przejść do etapu wojewódzkiego!
May 5th, 2010 at 16:40
> Pan Panie Kosik pisał o wynoszeniu firmowych długopisów z pracy -
> naprawdę takim chamstwem jest dla Pana wyniesienie długopisu
> wartości tam 30 groszy (stawiam że takie “reklamówki” firmowe
> tyle kosztują przy większych zamówieniach) i danie tam jednego
> czy dwóch rodzinie?
Panie Rafale, poniewaz nie widziałem komentarzy na ten temat w nastepnych postach - piszę, żeby Pana poprzeć. Ma Pan całkowita rację. Otóż JEST CHAMSTWEM i ZŁODZIEJSTWEM wynoszenie nie swoich rzeczy. Cena nie ma tutaj znaczenia. Niestety, wielu ludzi tego nie rozumie i trzeba im to tłumaczyć.
Najcześciej (dzieje sie to w wielu firmach) ludzie wynoszą takie drobiazgi dość regularnie. I robi sie z tego powazna kwota. Właściciel/manager ma do wyboru - zamknać takie wyposażenie na kłódkę - albo kupować najtańsze, najgorsze, żeby było taniej (mniejsze straty) i żeby nie były atrakcyjne (żeby się nie podobało dzieciom).
Zrozumiałbym, gdyby ktoś zapytał właściciela, czy może wziać kilka dla dzieci i jakoś to uzasadnił. Ale wtedy wypadałoby za nie zapłacić, chociaż symbolicznie…
Ja już sobie kiedys powiedziałem - gdybym był w sytuacji takiego właściciela - kupię każdemu pracownikowi pióro więczne z wygraewerowanymi inicjałami czy nazwiskiem (i oczywiście nazwą firmy). I od tego dnia - w firmie będa dostępne tylko naboje (albo lepiej - atrament). Żadnych długopisów do wynoszenia nie będzie. A jak zgubisz/zniszczysz pióro - Twój problem…
May 5th, 2010 at 20:12
Problemem było również to, że ludzie uważali okradanie firmy na małe kwoty właściwie za normalną rzecz. Taka moralność. Gdy zaczęło być krucho z kasą, poprosiłem, żeby nie wykonywali prywatnych rozmów ze służbowych telefonów. Obiecali, że nie będą, po czym kilka razy byłem świadkiem textu rzuconego do słuchawki „Nie nabijaj rachunku, zaraz oddzwonię”. Oczywiście oddzwanianie miało miejsce z telefonu służbowego. Zablokowałem więc wyjście na konkretne numery na centralce, na co reakcją było oburzenie, że przecież może być jakaś ważna, pilna sprawa. Zabawne jest to, że zablokowanie numerów odkryli po niecałym kwadransie.
Jest czeskie przysłowie z czasów komuny: „Kto nie kradnie, ten okrada swoją rodzinę”. Pasuje jak ulał.
October 27th, 2010 at 17:57
Kurde w sumie bym chętnie poćwiczył radzenie sobie z chamstwem, ale nie wiem zbytnio jak. W “sytuacji kryzysowej” jakoś nigdy nie znajduję odpowiedniej riposty, być może ze względu na wykreowany w szkole wizerunek dorosły=ma rację.
Stoję w kolejce do toalety, podbija jakiś gość z małym dzieckiem i staje chamsko prosto przede mną.
“Przepraszam, ale tu jest kolejka”
“Nie widzisz kurna że mi sie dzieciak zaraz posika?!”
Oczywiście tradycyjny LAG i jakoś zapomniałem mu zwrócić uwagę, że jednak to minimum kultury mógłby zachować mówiąc po prostu “przepraszam”. Jak zwykle na ten pomysł wpadłem jak było po zabawie.