Dom burz
Prawie jest to steam punk, ale jednak nie. Jest wprawdzie wiktoriańska Anglia, a dokładniej Anglia, przypominająca tę z początków rewolucji przemysłowej, jednak do spełnienia definicji steam punku sporo brakuje. Głównie brakuje samej pary, a podstawą przemysłu, czy szerzej – cywilizacji, jest eter. Co gorsza, do okiełznania go trzeba użyć zaklęć. To mocno alternatywna historia, sięgająca aż do… właściwie trudno powiedzieć dokąd, bo rachuba lat w eterycznej Anglii jest liczona od początku Wieku Światła. Na podstawie znanych z naszej historii wynalazków można się domyślić, że chodzi o początek wieku dwudziestego.
To kontynuacja powieści Wieki Światła, ale spokojnie można ją czytać niezależnie. Mamy świat (a głównie Anglię i jej kolonie) rządzoną przez potężne cechy. O monarchii nie ma w zasadzie mowy. Silnikiem akcji z początku jest kilka postaci, wśród których na pierwszym miejscu należy wymienić arcycechmistrzynię cechu telegrafistów. To inteligentna i wyrafinowana intrygantka, którą dziś określilibyśmy mianem wrednej suczy. Jej głównym celem staje się wypchnięcie jak najwyżej w hierarchii społecznej, a więc głównie cechowej, własnego syna. Ten, w przeciwieństwie do matki, jest szlachetnym idealistą, mało dbającym o własne dobro. Od edukacji w elitarnej szkole i kariery cechowej ważniejsza jest dla niego miłość do dziewczyny z niższej klasy. Drugim ważnym elementem jest konflikt polityczny miedzy Wschodem a Zachodem, między dwiema metropoliami – Londynem a Bristolem. W miarę rozwoju akcji konflikt ten wychodzi na pierwszy plan, by wreszcie postawić bohaterów po dwóch stronach barykady.
Jednak najważniejszy w tym wszystkim jest eter, bo to na nim opiera się cała technologia i to on determinuje rozwój świata, czy może lepiej powiedzieć – zachowanie status quo. To kolejny przykład wykreowanego świata, w którym magia zostaje udomowiona i ułaskawiona na takich samych zasadach, co elektryczność czy paliwa kopalne. Do budowy nowoczesnego gmachu prócz betonu, drewna i stali, potrzebny jest eter, a umiejętności budowniczych byłyby niczym bez znajomości przekazywanych z ojca na syna zaklęć ów eter „programujących”.
Świat jest więc zamrożony w stanie równowagi między cechami. Zmiany nie są nikomu na rękę, bo mogą tylko zburzyć układ sił. Od początku Wieku Światła, czyli od stu lat nie dokonano żadnego ważnego odkrycia, a nawet jeśli dokonano, to nie ujrzało ono światła dziennego. Postęp jest powolny i polega jedynie na udoskonalaniu już istniejących wynalazków. Wprowadzenie na rynek nowego półproduktu zastępującego cukier powoduje zaburzenie równowagi ekonomicznej, a w efekcie wojnę domową.
Powieść składa się z trzech części. Pierwsza oczarowuje, trzecia rozczarowuje, a środkowa, najkrótsza, głównie łączy pozostałe. W połowie trzeciej części historia rozsypuje się w mało poruszający chaotyczny opis kolejnych zdarzeń, w których przyczyna i skutek są mocno umowne, a motywacje i emocje bohaterów (niestety emocje czytelnika również) tracą dynamikę. Albo ja się robię wybredny i coraz trudniej mnie zadowolić, albo wychodzi mniej dobrych książek. Jednak Dom Burz warto przeczytać, bo jako całość się broni. Jest to na pewno powieść ponadprzeciętna. Wydawnictwo Mag po raz kolejny odwaliło dobrą robotę swoją serią „Uczta Wyobraźni”. Docenić trzeba też pracę tłumacza, który nie zabił języka oryginału, ani nie przełożył go mechanicznie, nie przejmując się polską stylistyką.
Udostepnij
May 4th, 2010 at 13:57
To fajnie. Może przeczytam:)
May 4th, 2010 at 19:15
Jeśli masz wybór, to zacznij od Wieków światła.
May 4th, 2010 at 19:49
Hmm, to już wiem o co pytac w bibliotece przy następnej wizycie. Podoba mi się okładka tej książki. Może nawet bym to kupił, gdyby nie to, że od 6 tygodni poluję na kupno pewnej książki, a na dwie to mi nie starczy ;(
May 4th, 2010 at 19:50
Aj, 3 książki, bo wtedy musiałbym kupic i Wieki Światła i Dom Burz.
Ciężko :(
May 4th, 2010 at 22:29
Właśnie to jest najgorsze - masz na oku książkę i chcesz ją sobie kupić, ale zaraz znajdziesz kolejną, którą też chętnie byś przeczytał, a pieniędzy nie starczy.
May 5th, 2010 at 2:00
Po kolei, po kolei…
May 5th, 2010 at 13:54
To nie działa. Bo jakbym miał kupowac książki po kolei, to między kupnem jednej, a drugiej, wynalazłbym jeszcze jakąś książkę, którą też chciałbym kupic.
Książki powinny byc za darmo!
May 5th, 2010 at 13:54
Aj, tylko niech się Pan nie obrazi :P
Za Felixy mogę płacic ^^
May 5th, 2010 at 19:48
To naprawdę kupa roboty, napisać książkę. No i trwa to nieraz cały rok. Chciałbym jednak mieć z tego jakieś pieniądze.
May 6th, 2010 at 1:37
Musi mi Pan uwierzyc na słowo, że wiem ile to roboty i wiem ile czasu zajmuje napisanie książki. Serio.
May 13th, 2010 at 18:40
Najgorsze jest zacząć. Wiem coś o tym, pięć razy zaczynałam pisać. I nic jeszcze nie powstało :)
June 3rd, 2011 at 16:58
W BM Nika czytała ,,Dom Burz'’!!