2012
Obrażanie logiki w dobrym stylu. Roland Emmerich tym razem stanął na wysokości zadania i zapodał nam niezłe widowisko, które nie jest nawet aż tak głupie, jak można się było spodziewać. Punktem wyjścia przy tworzeniu filmu był kalendarz Majów, a raczej jego twórcza analiza, która w wykonaniu wielu zwolenników teorii spiskowych w dacie 21 grudnia 2012 roku upatruje dzień końca świata. Tak więc lubujący się w katastrofizmie Emmerich mógł posunąć się dalej niż dotychczas.
Przeciętny amerykański widz, bo on jest tu przecież najważniejszy, wymusza na twórcach filmów wprowadzenie do scenariuszy sporych uproszczeń i ugłupień. Podobnie jak w Pojutrze, w Dniu Niepodległości czy w innych podobnych filmach mamy tu trzy rodzaje ugłupień:
1. Ugłupienia naukowe, których przykładem jest stwierdzenie z początku filmu, że z niewyjaśnionych przyczyn neutrina wchodzą w reakcje chemiczne i działają na skorupę ziemską jak mikrofale. Jeśli ktoś wie, czym są neutrina, zazgrzyta zębami, ale 95% widzów łyknie to gładko. Dla tych 5% nie warto wprowadzać nudnego wyjaśnienia, które będzie miało choćby ślad sensu.
2. Ugłupienia akcji, które możemy obejrzeć np. w scenie ucieczki limuzyną przez wnętrze walącego się budynku, może wychwycić już każdy. Budynek wali się w zwolnionym tempie, podczas gdy samochód jedzie normalnie, by scena wyglądała bardziej dramatycznie. Chwilę później bohaterowie lecą awionetką przez miasto ulegające właśnie procesowi ostatecznego zniszczenia. Samolot po starcie zamiast wzbić się w niebo, leci tuż nad ulicami, wykonuje popisowy przelot pod dwoma przewracającymi się wieżowcami i parę podobnych ewolucji służących tylko i wyłącznie wypchnięciu na pierwszy plan wyrąbistych efektów specjalnych. Podobnie ma się sprawa z toczącą się kopułą bazyliki św. Piotra, czy całymi ostatnimi dziesięcioma minutami filmu.
3. Ugłupienia psychologiczne. Tych na szczęście jest tu mniej niż zwykle, ale pewne schematy w tworzeniu fabuł się powtarzają. Jak zwykle zły bohater ma rację, a dobry w krytycznych momentach staje się naiwniakiem głoszącym wzniosłe idee. W tym czasie jego antagonista, który może nie jest bohaterem negatywnym, ale przynajmniej mniej sympatycznym, robi to, co w danej sytuacji zrobić trzeba. Widać to szczególnie podczas ostatnich minut przed wodowaniem. Trzeba było odpłynąć arką bez zabierania dodatkowych pasażerów, bo otwarcie grodzi narażało życie wszystkich na pokładzie.
Końcowe sceny kulminacyjne wzbudziły we mnie najsilniejszą alergię na ugłupienia. Arki, wielkie, wytrzymałe superokręty, które mają uratować przynamniej część ludzi, zostają wybudowane i umieszczone w przylegających do siebie dokach wysoko w Himalajach. Ale jak to? Po co umieszczać bazę między ostrymi skałami, i dlaczego tylko jedną na całą Ziemię? Czemu zwyczajnie nie znaleziono wielu wysoko położonych lokacji na całej planecie? Przecież tutaj arki od razu wpadną najpierw na siebie, a chwilę później na skały. Czekałem w napięciu i zaciekawieniu, co się stanie, gdzie jest haczyk, gdzie uzasadnienie tak bezsensownego rozwiązania. No i nie doczekałem się – arki najpierw wpadły na siebie, a potem na skały.
Film jest bardzo amerykański. Szalony radiowiec, zwolennik teorii spiskowych, czuje, że to przykre, iż zginie nasza cywilizacja, ale znacznie gorsze jest to, że zginą również Stany Zjednoczone. Momentami razi trochę patos (akcja zatrzymuje się, by dać bohaterom czas na wygłoszenie przemówień) i przesadna polityczna poprawność: ot, choćby prezydentem USA jest Murzyn, a wśród najważniejszych naukowców, pracujących nad projektem, jest tylko jeden biały, a jego rola ogranicza się do przytakiwania. Nie muszę chyba dodawać, że cyniczny polityk jest biały.
Duży plus należy się filmowi za wiarygodne i mocne postacie oraz właśnie za brak bohatera negatywnego. Wrogiem jest tu przyroda, a ludzie, lepiej lub gorzej, starają się sobie pomagać i pozostają przy tym wiarygodni psychologicznie (z wyjątkiem kilku sytuacji). Nie ma tu jednoznacznego potępienia np. bogaczy kupujących sobie i swoim bliskim szansę na przeżycie, choć takiego populistycznego potępienia można by się spodziewać po tego typu produkcji. W końcu ma zginąć kilka miliardów ludzi, a wśród wybrańców powinni być nie bogacze, lecz wybitni naukowcy, artyści i posiadacze genów odpowiednich do odbudowania gatunku. Mamy za to stwierdzenie, że bez pieniędzy bogatych pasażerów całe przedsięwzięcie nie powiodłoby się. Głównemu bohaterowi, krytykującemu to kupowanie miejsc, zostaje udzielona trafna odpowiedź „Jeśli chcesz, oddaj komuś swój bilet”.
2012 nie przejdzie do historii kina jako dzieło wybitne, ale na pewno jest to kawał solidnej filmowej roboty.
Udostepnij
November 30th, 2009 at 21:19
Filmu nie oglądałam, ale mam zamiar bo w miejscowym kinie jeszcze 2012 leci. Ciekawie Pan sformułował trzy ugłupienia akcji. Rozbawiło mnie zwłaszcza to z arkami. :)
Film bardzo amerykański? No tego się akurat można było spodziewać. Trudno, USA to potęga, też w kwestii komercyjnego (zazwyczaj) kina. Już się zdążyłam przyzwyczaić.
November 30th, 2009 at 21:32
Bardzo przyjemnie czytało się ten artykuł :)
November 30th, 2009 at 23:19
Trudno się z Panem nie zgodzić. moim zdaniem większość amerykańskich
reżyserów myśli, że im film prostszy tym lepszy, więc stosuje dużo ugłupień
na które mądry człowiek zwraca uwagę.
November 30th, 2009 at 23:20
Poprawka: Moim.
December 1st, 2009 at 21:58
No i się przy filmie namęczyli, a Pan tak to krytykuje. Nie mam Panu tego za złe:)
December 1st, 2009 at 22:36
Namęczyli się? - to jest dla mnie kwestią sporną. Zależy od wglądu na tę sprawę.
December 1st, 2009 at 22:43
Myślę że robotnik męczy się bardziej a nie zarabia tyle co oni.
December 2nd, 2009 at 14:17
Na pewno męczy się bardziej, ale oni musieli wymyślać głupoty, żeby widzowi się spodobało. Tu chyba było za dużo głupot, więc namęczyli się. W wymyślaniu głupot i ,,mądrej” fabuły, oczywiście.
December 2nd, 2009 at 19:13
W dzisiejszym kinie od wszystkiego są animacje… Zamiast zatrudniać 1000 statystów, zatrudniamy 10 informatyków.
December 3rd, 2009 at 0:47
Od prawie miesiąca czekałem na tę recenzję… Wiedziałem, że Pan skrytykuje równo… Nie zawiodłem się, ale… Chciałbym trochę tego filmu bronic, ale w tak postawionej sytuacji z Pana strony - nie ma czego bronic.
A ugłupienie akcji sam wypatrzyłem (co nie było trudne)… Jak dla mnie największą głupotą był moment, w którym główny bohater wydostaje się z furgonetki, która sobie spadła w przepaśc… Ale, że to główny bohater to nawet, gdyby wieżowiec się na niego zawalił to jakoś by przeżył.
Recenzja na 5+ :)
December 4th, 2009 at 19:20
Mnie akurat ten film się nawet podobał gdyż jestem fanatykiem filmów katastroficznych . 2012 wyraźnie wyróżniało się od reszty filmów które oglądałem. Efekty specjalne były rewelacyjne lecz to co się w okół nich działo już nie… Bohater ucieka przed tym wszystkim a katastrofa jest dosłownie metr za nim ale oczywiście nic mu się nie stało, moja ulubiona scena w sensie ta w której się najbardziej uśmiałem to właśnie kiedy bohater wyszedł z tej przyczepy wspiął się na walącą się płytę lotniska , lecz to nie koniec scenarzyści teraz się popisali: gość zaczął biec za startującym samolotem i jakimś cudem go dogonił, wsiadł do niego, sekundę później samolot wzbił się w powietrze i w tym samym momencie całe lotnisko zapadło się w ziemię… taa to było dobre, ale ogólnie film fajny ;D
December 4th, 2009 at 20:44
U mnie w szkole panika, że w 2012 na prawdę będzie koniec świata… No cóż… Kończę prawie już TK i napisałam do gazetki szkolnej artykuł o spotkaniu z Panem ^^ Pozdrawiam serdecznie :)
December 4th, 2009 at 21:49
Ja na wiedzy o kulturze co miesiąc muszę pisac o jakimś ważnym wydarzeniu (premierze książki, filmu, spektaklach, wystawach) i w listopadzie napisałem o premierze Trzeciej Kuzynki, a w pazdzierniku o premierze Zaksięgowanych :D
December 5th, 2009 at 19:53
A tak w ogóle to w całej TK znalazłam tylko jedną literówkę, ale nie szukam wacle. Tak mi się natknęło, że na 336 stronie Kinga mówi i zamiast “jeśli” jest “jeśłi”
December 5th, 2009 at 22:24
Ma pan rację. Najgorsza według mnie jest scena jak czarny asystent prezydenta mówi w arkach: “Och, bla bla musimy wpuścić tych ludzi bo inaczej ludzkość przestanie być ludzka i będzie buba” I wszyscy go posłuchali. W życiu by czegoś takiego nie zrobili, bo mieli wyliczone jedzenie.
December 6th, 2009 at 19:34
A fala tsunami była od nich oddalona o 10 minut.