Jak ConStar uratował Kraków
publikacja informator konwentowy Constar 2008
To nie legenda! głosił tytuł na pierwszej stronie „Gazety Wyborczej” dzień po tym, gdy po raz pierwszy pod Wawelem pojawiły się płomienie. A nie mówiliśmy? pisała „Nowa Fantastyka”, kiedy na Plantach odkryto odciski wielkich gadzich łap. Smoki istnieją! wtórowało „Science Fiction”, jednocześnie zapowiadając, że w obecnej sytuacji zmuszone jest usunąć z tytułu słowo „Fiction”. Zemsta Pana! grzmiał „Nasz Dziennik”, a „Paleontolog Weekendowy” odszczekiwał: Zwracamy honor. Ludzie i smoki żyły obok siebie. Cieszyły się za to dwutygodnik „Młody Satanista” (Nasi wychodzą z podziemia!) oraz „Twoje Terrarium” (Czym oni go karmili?). Smoczyca Wawelska upomina się o swoje prawa pointowały „Wysokie Obcasy”. Jedynie „Kocie Sprawy” nie skomentowały całej afery.
Krakowianom nie było jednak do śmiechu. Początkowo miasto przeżyło zmasowany najazd turystów, ale ciekawość szybko ustąpiła miejsca strachowi. A było czego się bać. W tajemniczych okolicznościach zostały pożarte trzy konie od staromiejskich dorożek. Pozostałe rozpoczęły strajk okupacyjny stajni. W okolicach Wawelu zaginęło kilka młodych kobiet. Znaleziono je jednak nazajutrz tylko przeżute i wyplute, bowiem żadna nie była dziewicą.
Pożary wybuchały tak często, że straż trzeba było zamawiać z kilkudniowym wyprzedzeniem. Producentom gaśnic robota paliła się w rękach, antyterroryści palili się do akcji, a policyjne radiowozy paliły gumy. Zapaleni tropiciele próbowali dopaść gada, ale smok był piekielnie zwinny. Widziano tylko cień przemykający na tle płonących śmietników. Wszelkie próby schwytania spaliły na panewce. Ład i porządek moralny obracały się w popiół. Politycy palili za sobą mosty, licealiści chodzili upaleni jak nigdy, w każdym ciemnym zaułku czaił się napalony zboczeniec, a krakowscy kabareciarze dolewali oliwy do ognia, paląc dowcip za dowcipem. Problem stał się naprawdę palący, gdy podczas meczu Cracovii z Wisłą zanotowano rekordową liczbę spalonych. Gdy rozpalone emocje sięgnęły zenitu, prezydent miasta w płomiennym przemówieniu gorąco zaapelował do mieszkańców o pomoc i wyznaczył nagrodę.
Skonstruowano zasadzkę na smoka: w gigantycznej wersji pułapki na myszy zamiast sera umieszczono sztuczną owcę (ekolodzy nie pozwoli użyć prawdziwej). Gad miał chyba dobry węch i nie dał się wpuścić w syntetyk. Nic nie pomagało! Słomiany zapał mieszkańców szybko zgasł, a wraz z nim zaczęła gasnąć nadzieja.
– Musimy coś zrobić. – Prezydent rzucił na stół gazetę z wielkim tytułem Prezydent nic nie robi. – Musimy powiedzieć sobie przykrą prawdę. Nasz bohater narodowy, ów szewc (imienia nie pomnę), sfuszerował robotę. Nie otruł smoka, tylko go podtruł. Gad zasnął na kilkaset lat, teraz wydobrzał i się mści.
Dyskusje w ratuszu, jak to zwykle bywa, trwały długo i okazały się bezowocne. Wieczorem dywan sali obrad usłany był poobgryzanymi paznokciami i zmiętymi w ustach przekleństwami. Przy wielkim stole został jedynie prezydent i viceprezydentka. Patrząc tępo w ścianę, popijali rozgazowaną wodę gazowaną i wsłuchiwali się w bojowe okrzyki demonstrantów pod oknami ratusza.
– Odszukajmy potomków tego całego szewca – zaproponowała viceprezydentka. – Niech poprawią w ramach rękojmi.
– Przecież to postać legendarna…
– No to znajdźmy jego legendarnych potomków. Albo naprawiają, albo oddają kasę. Z odsetkami. Legendarnymi!
Zadzwonił telefon, a prezydent niechętnie podniósł słuchawkę.
– Szefie, szefie! – Głos po drugiej stronie należał najwyraźniej do hiperaktywnego młodzieńca. – Jest Constar. Moglibyśmy…
– Mam lepszy pomysł! – Prezydent trzasnął słuchawką o widełki. – Nie potrzebujemy piątej wody po szewcu ani Constaru. Potrzebujemy nowego superbohatera, który załatwi gada nowoczesnymi metodami. Ktoś ci przychodzi do głowy?
Viceprezydentka zastanowiła się chwilę.
– Dobromir.
– Odpada. Wypłaty nagrody dla animiki nie będzie jak zaksięgować. Zresztą, potrzebujemy prawdziwego herosa! Niech pomyślę… Hans Kloss na emeryturze, Franz Mauer prawie na emeryturze, Piłsudski nie żyje, kapitan Żbik i Funky Koval… ten sam problem co z Dobromirem. To Orient Men też odpada. Nie no, kurde, nie mamy żadnego superbohatera. Trzeba importować.
Z teczki pełnej bezwartościowych raportów z ostatnich posiedzeń rady wysypał papierzyska i zaczął wycinać w tekturze skomplikowany otwór. Wyciągnął z szafy latarkę i scotchem przykleił do niej tekturę. Otworzył okno i uchylił się przed nadlatującym pomidorem. Demonstranci zaczęli głośniej skandować brzydkie wyrazy, ale natychmiast rozpierzchli się, gdy nad miastem przetoczył się ryk Smoka Wawelskiego. Prezydent włączył latarkę i wycelował światło w niskie chmury.
W odległym rejonie świata Bruce Wayne rozbudził się nagle ze snu z przeświadczeniem, że gdzieś ktoś potrzebuje go, jak nie wiem co. Wstał, umył zęby i zrobił to, co każdy superbohater robi po przebudzeniu. Kilka minut później siedział już w stroju nietoperza w superfotelu swojego supersamolotu i grzał supersilnik rakietowy, wymontowany kiedyś z rakiety Pershing. Wystartował i z dwustukrotną prędkością dźwięku okrążył parę razy Ziemię, zastanawiając się, gdzie też jest ta Polska. Wreszcie przypomniał sobie, że to gdzieś między Chinami a Amsterdamem, co znacząco zawęziło obszar poszukiwań. Zwolnił, wypatrując Polonezów i bigosu. No i nie zauważył niestety, że wleciał w obszar powietrzny Polski, ale obszar powietrzny Polski zauważył jego. Ostatnie słowa odtworzone z czarnej skrzynki batsamolotu, brzmiały „Nie może być! Negocjacje jeszcze trwają, a tarcza antyrakietowa już działa?”.
– DC Comics zażądało odszkodowania za omyłkowe zestrzelenie Batmana… – Prezydent miasta odłożył wydruk z faxu i potarł skronie. Zza okna dobiegł kolejny ryk smoka. – Nieważne. Będzie płacił mój następca. Dzwoń do wszystkich superbohaterów, jacy tylko przyjdą ci do głowy.
Viceprezydentka była na to przygotowana. Z profesjonalnym uśmiechem wystukała kierunkowy do Wielkiej Brytanii.
Oliwkowy Aston Martin mknął z dwukrotną prędkością dźwięku autostradą z Frankfurtu. MI-6 wiedziało już o losie Batmana i nie chciało ryzykować wysyłania swojego najlepszego agenta drogą powietrzną. Zresztą Bond, James Bond, lubił prowadzić. Niestety, gdy tylko minął granicę, ekran jego GPS-a wyświetlił białą plamę, informując smutnym głosem, że wjeżdża w pustkę, a najbliższym miastem na wschód od Odry jest Anchorage na Alasce. Stan drogi zdawał się to potwierdzać. Bond musiał zredukować prędkość o połowę, a potem jeszcze o połowę, aż wreszcie zaczęły go wyprzedzać ruskie TIR-y. GPS powtarzał monotonnym głosem „Zawróć… zawróć…” i zapewne to zdekoncentrowało agenta 007. Nie ominął wielkiej dziury w jezdni i rozwalił oponę. Zatrzymał samochód na poboczu i z pełnego gadżetów bagażnika wyjął zapas.
Kiedy przykręcił ostatnią śrubę w kole, stwierdził z zaskoczeniem, że w międzyczasie ukradziono mu resztę samochodu. Wkurzył się, ale to naprawdę się wkurzył.
– To ja przyjeżdżam wam pomóc, a wy mi tak?!
Zabrał koło i tyle go widziano na wschód do Odry.
Telefon w ratuszu zadzwonił natarczywie. Prezydent odebrał odruchowo i od razu pożałował.
– Szefie, szefie! – hiperaktywny młodzieniec prawie krzyczał. – Naprawdę jest ten Constar. Mam pomysł związany z reinkarnacją. To wprost niesamowite…
Prezydent odłożył słuchawkę i westchnął.
– Czemu dzwonią sami nawiedzeni psychole? – pokręcił głową.
Telefon zadzwonił ponownie.
– Ty odbierz! – warknął. – Jeśli to ten hiperaktywny młodzieniec, mnie nie ma.
Viceprezydentka odebrała i z poważną miną długo słuchała głosu po drugiej stronie.
– Superman – zakomunikowała, odkładając słuchawkę.
– Już przyleciał?
– Prawie… a konkretnie to przyglebił w pagórek podczas lądowania na Balicach. Wieża liczyła wysokość w metrach, a on w stopach i…
Piknął fax i zaczął drukować nagłówek pozwu o odszkodowanie.
– Dzwoniłaś do Spider-Mana? – z nadzieją w głosie zapytał prezydent.
– Mowy nie ma! Mam arachnofobię. Ale nagrałam się na sekretarkę Kapitana Ameryka.
– On nie żyje od roku, kobieto. Kto jeszcze?
– Power Rangers odmówili. Powiedzieli, że smok zieje ogniem, a ich stroje są ze styropianu, więc się trochę boją.
Zadzwonił telefon. Prezydent odruchowo odebrał.
– Constar! Reinkarnacja! To się musi udać!
Najważniejszy urzędnik w Krakowie trzasnął słuchawką i powiedział:
– Podobno widziano Supergirl?…
– Przyleciała tylko na pogrzeb Supermana. Załatwi sprawy spadkowe, zrobi zakupy i wraca.
Wokół faxu ścieliła się sterta pozwów z renomowanych kancelarii prawniczych. Właśnie drukował się kolejny.
– Niewidzialny człowiek przyjechał pociągiem – zaczęła wyliczać viceprezydentka. – Nasz sekretarz miał odebrać gościa z dworca, ale nie potrafił go rozpoznać wśród podróżnych, chociaż mówiłam, żeby szukał latającej walizki… Rozwiesiliśmy na mieście plakaty z portretem pamięciowym, ale nikt jeszcze nie zadzwonił… Robina wyzwali od pedałów, więc się popłakał, podciągnął rajtuzy i zwinął się do domu. Hulka przejął Greenpeace i odesłali go do Afryki. – Prezydent walił głową o blat biurka. – Flash Gordon uległ zatruciu pokarmowemu w pewnej knajpie na Rynku, He-Mana wzięli za uczestnika wieczoru kawalerskiego, skonfiskowali mu miecz i przymknęli na czterdzieści osiem godzin. Załoga G obraziła się po tym, jak ich wyśmieli gimnazjaliści z Nowej Huty…
Prezydent uniósł rękę, by przestała.
– Nie mów mi, że wykończyliśmy wszystkich pozytywnych superbohaterów! – jęknął. – Fantomasa ani Lorda Vadera sobie tutaj nie życzę.
– Myślałam o Godzilli…
– Jednego smoka już mamy!
Gdy po raz kolejny rozległ się dzwonek telefonu, prezydent szarpnął za słuchawkę i ryknął:
– Niech będzie Constar i reinkarnacja! W sumie smoki to domena fantastów i świrów, co na jedno wychodzi. Rób, co chcesz, tylko przestań dzwonić!
Po drugiej stronie panowała cisza. Dopiero po chwili prezydent usłyszał hiperaktywne „OK” i młodzieniec się rozłączył. Trochę to ubodło prezydenta, bo liczył, że znów będzie mógł trzasnąć słuchawką.
Wszystko trwało nie dłużej niż kwadrans. Smok krążył po mieście, ryczał, prykał i zionął ogniem obiema stronami. Wreszcie ryknął ostatni raz, najgłośniej. Huknęło, błysnęło i nad Wawelem uniósł się grzyb niemal atomowy.
Błyskały flesze, reporterzy przekrzykiwali się, a kamerzyści usiłowali utrzymać w kadrze hiperaktywnego młodzieńca, który nie potrafił ustać w miejscu. Podrygiwał, machał rękoma, wydawał dziwne dźwięki.
– Oto superbohater na miarę naszych czasów. – Prezydent próbował poklepać go po ramieniu, ale nie mógł trafić. – Poznajcie hiperaktywnego młodzieńca, który uratował nasze miasto przed zagładą. Powiedz, jak załatwiłeś gada.
– No, to pikuś był. Dałem mu dwa kilo reinkarnowanych kiełbasek z zakładów mięsnych Constar.
Udostepnij
May 23rd, 2008 at 21:21
:) UWAGA!!! CAŁKIEM NOWE OPOWIADANIE NA FORUM (CLICK MY NICK):
“ZAGADKA RAMZESA”
NA RAZIE POCZĄTEK!!!
MAM WYDRUKOWANE ORYGINAŁY Z PODPISAMI JEŚLI KTOŚ BYŁBY ZAINTERESOWANY TO PROSZĘ O KONTAKT NA FORUM
ew MÓJ MAIL: opel.extra@op.pl
przepraszam, drogi panie Rafale za to ogłoszenie, ale bardzo mi zależy na opiniach ludzi o tym opowiadaniu :) jeśli Pan chce mogę Panu przesłać ten początek z oryginałem napisu (ręcznym) i ze specjalną dedykacją.
a jaką to się Pan dowie, jak otrzyma to opowiadanie, znaczy wstęp (niestety bardzo krótki, ale całość będzie ogromna:) ), jeśli Pan tylko chce :)
May 24th, 2008 at 12:11
dlaczego za kązdym razem jak piszę tutaj to pojawia się:
Your comment is awaiting moderation.
I tego komentarza jakby nie było?
May 26th, 2008 at 1:10
Pokrętne są algorytmy moderowania. Wprawdzie sam je tworzyłem, ale i tak potrafią mnie zadziwić ;) Opko przyślij mailem, jak chcesz. Nie gwarantuję, kiedy przeczytam, ale w końcu przeczytam.
P.S. Link do strony Języki AI dodam do felixnetinika.pl przy okazji najbliższego update’u. Konstrukcja tamtej strony jest dosyć archaiczna i każda zmiana treści to ból głowy…
May 27th, 2008 at 20:46
Mi sie pojawia dokładnie to samo… Ale super, że nasze forum jest na oficjalnej:)
May 30th, 2008 at 22:21
aha :) fakt. sam pomagam prowadzić znajomym wiele stron, a że gram na skrzypcach to mam mało czasu i jak robię porządki to zawrtotów dostaję… praktycznie całkowita zmiana parametrów CSS, zmiana kodu html… tragiedia :D
ok przyślę :) niestety jest na razie tylko wstęp :( resztę będę pisać w grecji, bo teraz się przygotowuję do egzaminu, więc mam zero czasu, tylko, żeby wejść na pare stron i odpisać na najważniejsze rzeczy :)
pozdrawiam :)
February 11th, 2009 at 16:47
gratuluje wyobrozni
February 11th, 2009 at 16:54
panie Rafale mam prośbę
mógby pan opublikować świadectwa Felix Neta i Niki
December 5th, 2009 at 13:32
Świetne opowiadanie!!!