Komunikacja miejska

Mieszkam na Starych Bielanach, gdzie jest sporo wąskich uliczek. Niedawno kilka z nich kompletnie wyremontowano, ale zrobiono to „po polsku”, czyli prawo sobie, a praktyka sobie. Poszerzono chodniki kosztem ulicy, żeby ludziom wygodniej się chodziło. Na papierze wszystko się zgadza i kolejni urzędnicy mogli z czystym sumieniem walnąć pod nim parafki. Chodnik szeroki, ulica wąska – czyli pozornie jest OK. W praktyce jest więcej niż nie-OK. Ulica nie jest w środku lasu, tylko w mieście i wokoło są domy, w których mieszkają właściciele samochodów. Jezdnia jest teraz na tyle wąska, że gdyby ktokolwiek na niej zaparkował, to by ją zablokował. Tak więc wszyscy parkują dwoma kołami na chodniku, a piesi chodzą po jezdni. Ale na papierze projekt wygląda wporzo.
Często nawet nie trzeba parkować na chodniku, ale przyzwyczajenie zostaje. Kilka dni temu pani koło trzydziestki wjechała przede mną na chodnik pod kątem 45 stopni i zablokował go całkowicie, chociaż nie było to konieczne. Musiałem obejść samochód, więc zapytałem ją przy okazji, co ma zrobić matka z dzieckiem w wózku bez napędu antygrawitacyjnego. Pani zbyła mnie pogardliwym spojrzeniem, po czym odpowiedziała czynem: wyciągnęła z bagażnika wózek i włożyła do niego dwuletnie dziecko. Ruszyła z nim po ulicy, tuż obok jadących samochodów, bo po chodniku oczywiście się nie dało.
Warszawa jest zdominowana przez samochody. To źle. Nawet bardzo źle. Przedzieranie się miedzy zaparkowanymi na każdym wolnym skrawku chodnika czy trawnika pojazdami czyni spacer po mieście przykrą ekwilibrystyką. Do tego coś koło połowy kierowców zwyczajnie nie potrafi parkować i bezpotrzebnie blokuje chodnik. Tak się do tego przyzwyczailiśmy, że nie zwracamy na to uwagi. Normą jest, że wyremontowany chodnik od razu ma wyrysowaną linię oznaczającą stanowiska parkingowe. Znika więc bariera krawężnika, który w krajach cywilizowanych jest poważnie traktowany jako granica między ruchem pieszym a kołowym. W Paryżu, Berlinie czy Londynie zaparkowanie dwoma kołami na chodniku skończyłoby się po chwili przyjazdem policji. Od parkowania powinny być zatoczki, a nie linie na chodniku. Krawężnik powinien być granicą.
Liczba miejsc parkingowych w centrum jest za mała, a dalsze jej ograniczanie powoduje sytuację taką, jak w przypadku wspomnianego na początku poszerzania chodnika – samochody będą parkować wszędzie. To jakby od zmniejszenia liczby łóżek w szpitalu, ludzie mieli przestać chorować. Prawo pozwala na zbudowanie biurowca, w którym jest o połowę za mały parking, a mentalność urzędników każe tworzyć projekty, które demoralizują kierowców.
Rozwiązanie? Owszem, przy ładnej pogodzie i braku bagażu można próbować przemieszczać się na rowerze, ale wobec braku ścieżek w centrum podróż przypomina przedzieranie się albo między pieszymi (źle), albo między pędzącymi bynajmniej nie 50 km/h samochodami (jeszcze gorzej). Pozostaje więc komunikacja miejska. Komunikacja miejska stymuluje rozwój społeczny, podczas gdy samochody czynią ludzi anonimowymi. Komunikacja, przynajmniej w założeniu, jest ekologiczna i szybka. W praktyce dym za przegubowym Ikarusem nie ma nic wspólnego z ekologią, a o szybkości można mówić tylko, jeśli chcemy się przemieścić wzdłuż linii metra. W godzinach szczytu tramwaj linii 17 z Bielan do Galerii Mokotów toczy się prawie 50 minut. Z dojściem na przystanek i oczekiwaniem robi się z tego ponad godzina. Samochodem można tę samą trasę pokonać w mniej niż 30 minut. W obie strony, jadąc samochodem, można więc zaoszczędzić jakieś 80 minut. To naprawdę dużo czasu. Jeśli dotarcie do celu wymaga przesiadki, różnica staje się znacznie większa. Samochód stojący w korku w większości wypadków i tak jest szybszy niż tramwaj czy autobus. Sam staram się korzystać z komunikacji, jeśli nigdzie mi się nie spieszy. Czasem udaje mi się przeczytać kilka stron książki, ale nie więcej – wyglądam chyba zbyt zdrowo, bo gdzie bym nie usiadł, i tak zaraz staj nade mną staruszka z niemą prośba w domyśle, bym jej ustąpił miejsca. Ustępuję oczywiście bez słowa. Też kiedyś będę stary i obym nie musiał wysapywać miejsca siedzącego na młodym, wyglądającym zdrowo emigrancie z Afryki bądź z Azji.
Kolejny problem – bilety. Kilka razy zdarzyło mi się jechać metrem na gapę, ponieważ wieczorem nigdzie nie mogłem kupić biletu, a na dziesięciokilometrowy nocny spacer po mieście nie miałem akurat nastroju. Na otwartej miesiąc temu stacji Metro Słodowiec od dziś nie ma automatu z biletami i standardem są ludzie przeskakujący nad bramkami, lub próbujący kupić bilet od innych. W weekend po 18-stej zdobycie biletu w sporej części miasta staje się prawdziwą sztuką.
Od wczoraj w warszawskiej komunikacji obowiązuje nowy system biletowy. Sposób wprowadzenia reformy doskonale obrazuje nasze polskie podejście do problemu. Mamy teraz 26 rodzajów biletów (czyli ponad dwa razy więcej niż wcześniej), z których, założę się o piwo, w kiosku będzie można kupić najwyżej pięć albo sześć. Oby choć te sześć było. Reforma obejmuje również podzielenie Warszawy na dwie strefy. Z tej okazji ZTM wydał kolorowy folder. Folder ma 28 stron, zapełnionych głównie treścią szczegółowego regulaminu korzystania z usług komunikacji miejskiej, uchwały Rady Miasta i temu podobnych niezwykle interesujących dla przeciętnego człowieka pierdów. Brakuje natomiast rzeczy podstawowej – mapki z naniesioną granicą stref. Ale przecież… nieznajomość prawa nie zwalnia od jego stosowania.
Kiedy my się nauczymy stosować rozwiązania realne, a nie życzeniowe?


Udostepnij

5 Responses to “Komunikacja miejska”

  1. medar93 Says:

    Witam! Przesylam gorace pozdrowienia z goracej Krety dla wszystkich fanow FNiN oraz dla Pana Kosika!!!!!!!

  2. Drakka Says:

    To tak a propos komunikacji miejskiej? ;)

  3. Procesor Says:

    Po pierwsze: całkowicie się z panem zgadzam. Miasta nie są przystosowane do takiej ilości samochodów i robi się tłok. Gdyby komuś zależało na zrobieniu miejsca parkingowe na wszystkie te auta, musiałby wyburzyć z pół Warszawy by zrobić na nie miejca.
    Po drugie: “zablokował go całkowicie” - nie “zablokował”, tylko “zablokowała”

  4. Valandil Says:

    U mnie w osiedlowej uliczce stawal;i na chodniku, bo nie wszystkim się chciało płacić za miejsce w garażu. Albo nie mieli kasy. W każdym razie ta uliczka jest granicą pomiędzy dwoma małymi osiedlami (kto był na warszawskim Nowym Bemowie to wie) i drugie osiedle postawiło słupki przy krawężniku. I tak tam parkują i ciągle są problemy z wjazdem. A inni mieszkańcy wnioskują jeszcze za szlabanem! Gdzie ci ludzie będą parkować i jeszcze więcej będą zatykać przejazd.

  5. fan fnin Says:

    Prawda

Leave a Reply

Przed wyslaniem komentarza na wszelki wypadek skopiuj jego tresc do clipboardu (CTRL+A CTRL+C). Jesli cos sie rypsnie i komentarz pojdzie w kosmos, bedziesz mogl sprobowac ponownie (CTRL+V).