Książka w nowym tysiącleciu
Jesteśmy w przededniu zmiany nośnika z papierowego na elektroniczny, ale prawdziwa rewolucja książki jest dopiero przed nami. Czy w miarę doskonalenia technik audiowizualnych słowo ustąpi pola obrazowi? Czy interaktywność i dzieło jednego autora to wewnętrzna sprzeczność? Jak może wyglądać książka przyszłości?
Jeśli interesuje Was ta tematyka, to zapraszam na dyskusję o przyszłości książki. Spotkanie odbędzie się w ramach XII Festiwalu Nauki we wtorek 23 września godz. 18:00 w warszawskim Domu Literatury, ul. Krakowskie Przedmieście 87/89 (obok schodów ruchomych). Oprócz mnie w dyskusji udział wezmą Maciej Parowski, Jacek Komuda i Jerzy Szeja. Spotkanie poprowadzi Andrzej Zimniak.
Udostepnij
September 20th, 2008 at 19:32
Moim zdaniem książki powiny być przede wszystkim wodooporne. Nie raz zostały mi na stronach mokre plamy, bo czytałam w deszczu z powrotu ze szkoły…, ale mona by wtedy czytać i jednocześnie przebywać w basenie lub nad morzem. Zawsze myślałam o takiej wersji.. :D
September 20th, 2008 at 19:59
Ona jednak była wodoodporna. Nowe wersje nośników elektronicznych raczej nie są.
September 20th, 2008 at 20:35
Dla mnie wielką przyjemnością jest chodzenie do księgarni, oglądanie okładek czytanie na losowo wybranej stronie, a w elektronicznych wersjach to nie możliwe.
Zresztą od czytania na monitorach oczy bolą.
September 22nd, 2008 at 13:22
Książka analogowa (papierowa) wcześniej lub później stanie się dobrem luksusowym (tak, jak np. płyty winylowe). E-booki, adudio-booki bedą (już są?) tańsze w produkcji i w dystrybucji. Ale szok przejścia na nowe nośniki będzie mniejszy niż 500 lat temu, kiedy za sprawą pana Gutenberga zamiast książek pisanych odręcznie pojawiły się te bezduszne druki….
September 23rd, 2008 at 20:44
Bardzo ciekawą wizję książek przyszłości przedstawił Stanisław Lem w Powrocie z Gwiazd z 1960 roku. Dla tych co nie przeczytali zamieszczam mały fragment:
“Książki to były kryształki z utrwaloną treścią. Czytać je było można przy pomocy optonu. Był nawt podobny do książki, ale o jednej, jedynej stronicy między okładkami. Za dotknięciem pojawiały się na niej kolejne karty tekstu. Ale optonów mało używano, jak mi powiedział robot-sprzedawca. Publiczność wolała lektony-czytały głośno, można je było nastawiać na dowolny rodzaj głosu, tempo i modulacje. Tylko naukowe publikacje o małym zasięgu drukowano jescze na plastyku imitującym papier”.