Parytety albo demokracja

Co jakiś czas powraca temat wyrównania liczby kobiet i mężczyzn w parlamencie. Najnowszym pomysłem jest 50% parytet dla kobiet na listach wyborczych do sejmu, senatu i samorządu. To chory pomysł. Najważniejszym kryterium w wyborze naszych przedstawicieli powinny być kwalifikacje, a nie płeć. Zdolne i kompetentne kobiety nie potrzebują parytetów by się realizować zawodowo czy politycznie. Sam w ostatnich wyborach do PE głosowałem na Danutę Hubner, która jak powszechnie wiadomo, jest kobietą. Parytety są po to, by do sejmu i senatu dostawały się kobiety, które w innej sytuacji nie miałyby na to szans. Z punktu widzenia racji stanu to nic dobrego.

Przez cały PRL mieliśmy demokrację ludową, która od prawdziwej demokracji różniła się zasadniczo. Wybory owszem były, ale wybierać można było tylko spośród kandydatów namaszczonych przez tych już sprawujących władzę. Jeśli teraz zostałyby wprowadzone parytety, sytuacja byłaby podobna – połowa kandydatów byłaby nam narzucona. A przecież demokracja musi zakładać wolny wybór! Inaczej nie będzie demokracją. Efektem dodatkowym byłby zresztą radykalny spadek szacunku dla parlamentarzystek, bo przecież każdej można by zarzucić, że dostała się do parlamentu bocznymi drzwiami.

Apele do mężczyzn, by oddali kobietom połowę miejsc w parlamencie to bzdura, bo nikt nikomu nie broni dostępu do parlamentu. Jeśli np. SLD dostaje 10% miejsc w sejmie, to nie znaczy, że PiS, czy PO mu na tyle pozwala, tylko że na SLD glosuje 10% wyborców. Apele do kobiet, by głosowały na kobiety to też bzdura, u podstaw której leży błędne założenie, że feministki reprezentują interes kobiet. Nie, feministki reprezentują wyłącznie interes feministek. Jest on bardzo odległy od interesu statystycznej kobiety. Dla przykładu ja, choć jestem Polakiem, nie mogę powiedzieć, by moje interesy reprezentowali polscy nacjonaliści.

Pomysłem z tej samej dziedziny jest idea zatrudniania co najmniej 50% kobiet na stanowiskach kierowniczych w firmach państwowych i, co gorsza, prywatnych. Moim skromnym zdaniem, które jest przypadkiem zgodne ze zdaniem uznanych ekonomistów, żaden urząd nie powinien się wtrącać w to, kogo prywatny przedsiębiorca powinien zatrudniać, ani ustalać, ile płacić swojemu pracownikowi. Te sprawy doskonale reguluje rynek. Firma dba o wartościowego pracownika niezależnie od jego płci, wzrostu, koloru włosów, czy rozmiaru buta. Jeśli w biznesie zaczęłyby obowiązywać parytety, wówczas oznaczałoby to, że każda firma byłaby zmuszana przez urząd do zwolnienia dobrego pracownika i zatrudnienia na jego miejsce kobiety z przydziału, której kompetencje miałyby znaczenie drugorzędne. No i pojawia się tu poważna wątpliwość – skoro w niektórych zawodach miałyby obowiązywać parytety, to czemu nie we wszystkich? Co z górnikami, hutnikami, żołnierzami, kanalarzami i wszystkimi innymi zawodami o wysokiej szkodliwości dla zdrowia, gdzie mężczyźni stanową prawie 100%?

Jedną z najczęściej wymienianych przyczyn, dla których kobiety nie mogą realizować się zawodowo, jest fakt posiadania dzieci. Może więc zamiast konstruować pajęczyny idiotycznych i szkodliwych przepisów, zajmijmy się zwiększeniem dostępnych miejsc w żłobkach i przedszkolach oraz ucywilizowaniem zawodu niani.

Parytety to nowoczesny odpowiednik dawnej segregacji rasowej. Ludzi zostaliby podzieleni na dwie kategorie, według których mogliby być zatrudniani, awansowani i dopuszczani do uczestnictwa w życiu publicznym. Czy to oznacza równość? Nie. Jedna grupa, miałaby zagwarantowane co najmniej 50% miejsc, a druga nie więcej niż 50%. To dyskretna, ale zasadnicza różnica. Ludzie się różnią i to bardzo dobrze. Są ludzie mądrzejsi i głupsi, są silniejsi i słabsi, bogatsi i biedniejsi. Jedni potrafią ładnie malować, inni konstruować samoloty, albo tworzyć nowe teorie fizyczne, albo rodzić dzieci. W historii wszystkie próby dosłownego wprowadzania równości kończyły się bardzo źle, a efekty nie miały z równością wiele wspólnego. Wartością o wiele wyższą jest wolność, a najlepszym gwarantem wolności jest demokracja. Parytety są zaprzeczeniem demokracji.


Udostepnij

9 Responses to “Parytety albo demokracja”

  1. Istrandir Says:

    Popieram. Nic dodać nic ująć.

  2. Procesor Says:

    Parytety częściowo to powrót do komunistycznego systemu poglądów. Jest to próba stworzenia sprawiedliwości społecznej mężczyzna = kobieta. Ale kiedy jest to niemożliwe - gdyby sejm uchwalił teraz taką ustawę, Polska dopiero miałaby kryzys. Rozpoczęłoby się masowe zwalnianie pracowników i przyjmowanie nowych, żeby wyważyć proporcję płci. Takie ograniczenie wolności wyboru pracodawcy (a w efekcie także i ludzi szukających tejże pracy) oznaczałoby zaprzeczenie demokracji.

    PS. Chociaż może w efekcie tych masowych zwolnieÅ„ przybyÅ‚o by wakatów w urzÄ™dach….

  3. AllRight Says:

    Demokracja jest zaprzeczeniem wolnoÅ›ci. Skoro, jak Pan napisaÅ‚, “SÄ… ludzie mÄ…drzejsi i gÅ‚upsi, sÄ… silniejsi i sÅ‚absi, bogatsi i biedniejsi.” - to dlaczego każdemu przysÅ‚uguje tylko jeden gÅ‚os? Dlaczego dwóch meneli spod budki z piwem, którym po kilku głębszych wydaje siÄ™, że 2+2=5, może przegÅ‚osować profesora uniwersytetu, który z “maniackim” uporem twierdzi, iż 2+2=4? ZaÅ› w przypadku hoÅ‚ubionego przez demokratów “konsensusu” i “poszanowania praw mniejszoÅ›ci”, gdzie kompromis bÄ™dzie wynosiÅ‚ przecież 4,5…
    Demokracja to idiotyczny system. Nawet za Ludwika XVI w rojalistycznej Francji ogół podatków wynosiÅ‚ 30% (dziÅ› w demokratycznej Polsce - 80%), a karÄ™ Å›mierci zniesiono. Potem przyszli demokraci, z gilotynami zamiast bereÅ‚, z prawami czÅ‚owieka zamiast fundamentalnego dla Zachodu Dekalogu…

    Co do samych parytetów - Dzisiaj w parlamencie zasiadajÄ… takie panie, jak Anna Sobecka, Joanna Senyszyn, Maria Szyszkowska… serdecznie dziÄ™kujÄ™ za takie parytety, i w ogóle za taki ustrój.

  4. Rafal Kosik Says:

    Teorii, jak powinny być liczone głosy, było wiele, łącznie z głosowaniem odpłatnym - np. 1 karta do głosowania kosztowałaby 10 PLN i każdy mógłby kupić ich dowolną ilość więc i oddać dowolną ilość ważnych głosów. Ja rozważałem kiedyś uzależnienie siły głosu od wyniku testu IQ, bo nawet dla głupów jest lepiej, kiedy decydują za nich mądrzejsi. No, ale to oczywiście klimaty z gatunku political fiction, bo prawdopodobieństwo wprowadzenia w życie tego typu pomysłów jest zerowe.

    A co do samej demokracji w obecnym kształcie, to nie widzę lepszego gwaranta wolności. Oczywiście mówię o wolności ograniczonej wolnością innych, bo można sobie wyobrazić systemy, gdzie wolność jednostki jest niemal absolutna, ale okupiona niewolą setek innych.

  5. Procesor Says:

    Każdy mógÅ‚by kupić dowolnÄ… ilość kart do gÅ‚osowania?! To by oznaczaÅ‚o, że jakiÅ› taki… załóżmy pan Kowalski jest miliarderem. 1 milion podzielone przez 10 zÅ‚ = 100 000 kart do gÅ‚osowania. PomysÅ‚ jest strasznie gÅ‚upi.

    Rzeczywiście, ludzie mniej inteligentni lepiej mają, jeśli rządzą nimi mądrzejsi, ale nie dostrzegają tego. Wolą głosować na kretyna, który obiecuje gruszki na wierzbie, niż na mądralę, który mówi realistycznie brzmiące obietnice. Niestety, duża część społeczeństwa jest poprostu głupia.

  6. Tess Says:

    Ja też się zgadzam. Wolę zagłosować na faceta, który jest profesjonalistą niż na kobietę tylko dlatego, że jest kobietą. Co z tego, że kretynką.

  7. Rafal Kosik Says:

    Wkładam wiele wysiłku w to, by nie zatruwać sobie umysłu bieżącymi informacjami politycznymi, jednak czasem coś się przeciśnie. I wychodzi z tego obraz taki, że kretynizm polityków nie ma związku z ich płcią.

  8. AllRight Says:

    Co to za wolność, która jest gwarantowana czymkolwiek?!?
    Wolność jest przyrodzona. WolnÄ… wolÄ… obdarzyÅ‚ nas Stwórca, a może wynika ona z “niezbywalnych praw czÅ‚owieka”, jak kto woli. WiÄ™c dlaczego ktokolwiek miaÅ‚by tÄ™ wolność okreÅ›lać? PaÅ„stwo nie powinno kraść roli Bogu/prawom czÅ‚owieka.
    ZachÄ™cam do zainteresowania siÄ™ ideologiÄ… libertarianizmu. “Wolność ja kocham i rozumiem”. Kto jak kto, ale p.Kosik powinien to rozumieć.

  9. Rafal Kosik Says:

    Ja to rozumiem, ale rozumiem też, że silniejszy będzie próbował swoją wolność budować na niewoli słabszego - taką mamy zwierzęcą naturę. Jak sobie przeglądam historyczne systemy społeczne, to ten dzisiejszy jest najlepszy z mojego punktu widzenia jako jednostki, która nie chce marnować połowy swojej energii życiowej na fizyczną walką o pozycje w stadzie. Jest też najlepszy (najbardziej wydajny) pod względem dochodu (PKB).

    Oczywiście nic nie jest stabilne i taka wolność prowadzi do roszczeniowości i staje się dla dużych grup społecznych możliwościa podpięcia się pod kroplówkę państwa, czyli de facto pasożytowania na całej reszcie. Szczerze mówiąc, ustrój Polski przypomina teraz wzajemnie wgryzione w siebie kilkaset pasożytów. Zdrowej tkanki prawie nie widać spod nich.

    Niestety, libertarianizm w dosłownym jego rozumieniu jak dla mnie stoi zbyt blisko anarchizmu. A przynajmniej do niego prowadzi.

    Trzeba wymyślec cos innego.

Leave a Reply

Przed wyslaniem komentarza na wszelki wypadek skopiuj jego tresc do clipboardu (CTRL+A CTRL+C). Jesli cos sie rypsnie i komentarz pojdzie w kosmos, bedziesz mogl sprobowac ponownie (CTRL+V).