Plecak Arizzon Wolverine W16
Dawno nie było o gadżetach. No to będzie. Dziś na tapecie plecak Arizzon Wolverine W16 polskiej firmy Wolverine. Porządny, uszyty z Cordury 1100D jest solidniejszy od 95% plecaków, które można kupić w sklepach. Jednocześnie jest koszmarnie niewygodny. Czemu więc o nim piszę?
To 16-litrowy plecak minimalistyczny. Ma tylko jedną komorę bez żadnych przegródek, wszyte ucho do podwieszenia zasobnika camelback i dwie klapki do wyprowadzenia przewodu z tegoż zasobnika. System nośny składa się z dwóch pasków. Nie ma żadnej oddychające wykładziny, nie ma gąbkowanej wykładziny pleców. Nie ma niczego, co ułatwiałoby użytkowanie. Słowem, jest raczej nieprzyjazny zwykłemu użytkownikowi.
To nie jest plecak miejski ani turystyczny, tylko militarny klasy escape. Podczas dłuższej wyprawy, niekoniecznie militarnej, musimy mieć ze sobą sporo sprzętu. Zwykle na ledwie kilkudniowy wypad poza cywilizację pakujemy się w plecak pięćdziesięcio- lub nawet siedemdziesięciolitrowy. Są wśród naszych przedmiotów rzeczy ważne, ważniejsze, oraz niezbędne do przetrwania. Koncepcja plecaka escape polega na tym, że do niego właśnie pakujemy rzeczy niezbędne, a cały plecak przyczepiamy jako kieszeń do większego plecaka. Aha, ten większy plecak powinien mieć naszyte pasy w systemie molle/pals lub chociaż miejsce do zaczepienia klamerek fastex 2.5 cm. W sytuacji awaryjnej w kilka sekund możemy odczepić plecak escape i porzucić ciężki plecak główny. Do tego głównie służy Arizzon Wolverine W16.
Plecak przegrywa w każdej innej konkurencji z plecakiem miejskim typu daypack, oraz z plecakami specjalistycznymi. Porównywałem go z podobnej wielkości plecakiem Maxpedition Pigmy Falcon II, które to porównanie oczywiście miażdżyło Wolverine’a. Próbowałem używać go też jako plecaczka rowerowego - nie nadaje się. To po prostu jest plecak do czego innego. Na powyższych zdjęciach widać Wolverine’a przypiętego do Wizny. Nie wygląda za dobrze - plecak główny powinien mieć co najmniej 50 litrów, by proporcje były właściwe. Jego niewątpliwą zaletą jest jednak to, że bez szkody daje się zwinąć w mała kulkę i włożyć byle gdzie. Sam również jest wyposażony w pasy molle, do których można mocować inne wyposażenie. Ostatecznie używam go sporadycznie jako zwykłą kieszeń do większego plecaka lub jako plecak „w razie co”, właśnie zwinięty w kulkę na czas niepotrzeby. I w tych funkcjach sprawdza się znakomicie.
Udostepnij








July 30th, 2010 at 8:43
“Jego niewątpliwą zaletą jest jednak to, że bez szkody daje się zwinąć w mała kulkę i włożyć byle gdzie”
W tej funkcji jeszcze lepiej sprawdza się płócienna torba z Polconu ‘07 :)
July 30th, 2010 at 11:12
Skoro to polska firma, to czemu nazwali się ,,Wolverine” zamiast ,,Rosomak”? ;D
July 30th, 2010 at 12:46
Matko, jak to czytam, to mam wrażenie, że zna się Pan na wszystkim. :O
Tak zwany plecak dla Felixa. ;)
July 30th, 2010 at 13:08
Torba z Polconu rzeczywiście przydatna, ale funkcjonalnością jednak ustępuje temu plecakowi. Felix w moim zamyśle miał inny plecak. Kiedyś był to Alpinus Ice Dream (bo ja taki miałem), teraz ma nieco większy i bardziej zaawansowany plecak z systemem molle (bo ja taki mam) :)
August 3rd, 2010 at 13:50
Adameq: za dużo napatrzyli się na X man’ów.