Przywileje
Znam ludzi, którzy przestali się przejmować tak zwaną sprawiedliwością społeczną i kierują swoją karierą zawodową w ten sposób, by do skarbu państwa odprowadzać jak najmniej podatków (wpłaty na ZUS to też podatek). To nowe zjawisko - unikanie płacenia podatków nie z przyczyn finansowych, ale ideologicznych.
Podatki płacimy dzięki umowie społecznej. Umówiliśmy się, że zrzucamy się, ile kto może, na wspólne cele, na istnienie państwa. Nikt nie neguje potrzeby płacenia podatków, wątpliwości budzi zawsze ich wysokość, zasady zbierania, oraz, przede wszystkim, przeznaczenie zgromadzonych pieniędzy. Różne podatki trafiają do różnych podsystemów państwa, a państwo, na decyzje którego mamy pośredni wpływ (wybory parlamentarne), decyduje na co je wydawać. Proste? Proste by było, gdyby wszyscy grali uczciwie. Niestety ludzie z natury nie są uczciwi, więc każdy ciągnie w swoją stronę. Rolą państwa jest mądre zarządzanie finansami i wydawanie ich zgodnie z interesem ogółu. Czy wywiązuje się z tego zadania?
Kilka dni temu widziałem kolejną demonstrację pod Sejmem. Nie wiem, kto demonstrował, nie chcę wiedzieć. Facet z megafonem mówił długo i wyraźnie, a sens jego przemowy był taki, że demonstrującym należy się więcej za mniej. Być może chodziło o wcześniejsze/wyższe emerytury, być może o podwyżkę w budżetówce. Wiem tylko, że nie chodziło o żadną sprawiedliwość społeczną, ani tym bardziej o solidarność, o której często wspominał ten facet. Chodziło o skok na wspólną kasę, czyli na pieniądze z podatków. Słowem, demonstranci byli zdania, że inni ludzie powinni pracować na ich utrzymanie.
Grup uprzywilejowanych, którym państwo naobiecywało przywilejów finansowych, jest tak dużo, że szybkie zrobienie z tym porządku, czyli mówiąc prościej - odebranie im tych przywilejów, byłoby misją samobójczą dla każdego rządu. Praktycznie każdy chciałby mniej pracować, a mieć z tego więcej. Jak ktoś się już załapał do grupy darmozjadów, będzie bronił swojej pozycji zębami i pazurami, podpierając się przy tym flagą Polski, którą to Polskę próbuje wydoić.
Każdy wie, że praca górnika jest ciężka i niebezpieczna, ale górnik może liczyć na naprawdę duży bonus, dopiero gdy przyjedzie do Warszawy i zrobi demolkę w mieście. Tymczasem dotowanie podupadającej kopalni to wywalanie wspólnej kasy w błoto. Słabe państwo ustępuje, choć nie powinno, bo wysokość pensji najlepiej reguluje rynek, a jeśli kopalnia przynosi straty, to lepiej ją zamknąć i zawalczyć o wybudowanie obok fabryki, gdzie ludzie znajdą pracę. Ustępować przed szantażem nie wolno, bo gdy jedna grupa coś wyszarpnie, to natychmiast inni zaczynają ostrzyć zęby.
Czy praca nauczyciela jest bardziej szkodliwa od pracy grafika komputerowego? Czy motorniczy ma gorzej niż kierowca autobusu? Czy górnik pracuje ciężej niż magazynier w hurtowni książek? Decydować powinni eksperci, rynek, ale nie krzykacze z megafonami ani łobuzy demolujące stolicę. Z punktu widzenia Krakowiaka nie ma po co wydawać kasy na remont szkoły podstawowej w Suwałkach, mieszkańca Szczecina nie obchodzi budowa obwodnicy Katowic, a Góral ma głęboko gdzieś awanturę o limity połowu dorsza. Po to zorganizowaliśmy się kiedyś w państwo, by to państwo dbało o wszystkich, a nie o tych, którzy krzyczą głośniej.
Udostepnij
November 23rd, 2008 at 0:29
Ten gość, co gadał, jeśli był jakimś prostym stoczniowcem, czy coś, to mógł nie wiedzieć dokładnie co mówi. Albo liczył, że w sejmie są głupsi od niego (co w niektórych przypadkach jest całkiem możliwe). Albo go wsadzili na mównicę, bo miał najdonośniejszy głos, a sam nic nie rozumiał. Być może po prostu chciał się pokazać w telewizji?
November 23rd, 2008 at 0:35
Jeszcze zrobią od tego dodatkowe ministerstwo, obok tego od rybołówstwa:).
Tak bardziej poważnie, to ma Pan rację. Podobno każdy w tym roku zyskał trochę, a ludzie powini się cieszyć, a nie się kłócić. A jeśli nie brać pieniędzy z podatków, to z czego?
November 23rd, 2008 at 2:03
Polska zarabia głównie na podatkach. Nie wiem jak patrzą na to inni, ale IMHO każdy obywatel w potrzebie powinien mieć wsparcie w państwie jeśli chodzi o minimum, czyli dach nad głową, chleb i podstawową opiekę medyczną. Na telewizor LCD i piwo to już każdy powinien zarobić sam.
November 23rd, 2008 at 12:36
Część z tych, którzy sie upominają o podwyżki, mają rację. Przecież taki horror, który przeżywają nauczyciele (na przykład ze mną) powinien być trochę lepiej opłacany. Może stać ich na dach nad głową, ale nie mają wiele. Każdy nauczyciel powinien mieć wliczone automatycznie odszkodowanie za szkody psychiczne :). Przynajmniej większość z tych, którzy mnie uczą.
November 24th, 2008 at 21:48
Valandil, też tak twierdzę, chociaż Cię nie uczę;)
A poważnie, to temat do obgadania przy piwie, chociaż gadanie gadaniem, a rzeczywistość skrzeczy.
November 25th, 2008 at 15:43
Za miesiąc jadę na narty, niestety w polskie góry. Też chyba powinienem mieć zniżkę za przykrość kontaktu z ludźmi z kolejki do wyciągu ;)
Poważnie, to moja mama była nauczycielką (obecnie na emeryturze), więc znam temat.
November 25th, 2008 at 20:34
Moja też, ale zmieniła pracę, bo nie mogła wytrzymać. Jenak tata ciągle czerpie dziwną przyjemność z dręczenia studentów. A w polskie góry jadę dopiero w ferie. To chyba za jakieś półtora miesiąca, tak?
November 28th, 2008 at 20:00
Popieram, popieram.
Każdy powinien pracować na siebie. Strasznie mnie wkurzają podobne protesty.
November 29th, 2008 at 14:45
Jedna uwaga.
“Nikt nie neguje potrzeby płacenia podatków”
To nieprawda. Praktycznie cała prawica ją neguje. I nie mówię tu o tych, którzy przywłaszczają sobie to miano (vide np. spory odsetek PO, że o PiS-socjalizmie tutaj już nie wspomnę…).
Każdy powinien płacić za siebie, a płacenie podatków praktycznie wyklucza tę możliwość. Kiedyś człowiek miał możliwość rozporządzania całym swoim kapitałem. Dziś wiele osób uznaje za błogosławieństwo, że może przekazać CAŁE 1% podatku dochodowego na jakąś organizację (i to niekoniecznie charytatywną).
Istnienie niektórych podatków nie ma sensu. Podam tylko jeden przykład:
Wg ZUS, zarabiając 1000 zł netto, otrzymamy 550 zł emerytury. Pytanie: czy warto oszczędzać na emeryturę?
Z każdego zarobionego tysiąca płacimy 700 zł składki. Gdyby było możliwe własnoręczne rozporządzenie tą sumą, okazałoby się, że nawet jeśli ów człowiek przepiłby pieniądze, które płaci państwu w formie podatków, to i tak zarobiłby więcej niż mu państwo wypłaci emerytury.
Gdyby wydać wspomniane 700 zł składki na piwo Żywiec (2,49 zł sztuka), to po wypiciu browarów zostałoby mu 281 butelek. Po 40 latach miałby w piwnicy 134.880 butelek. Wg danych statystycznych, nasz amator piwa pożyje na emeryturze 4 lata, a więc będzie miał 2810 butelek miesięcznie. Zakładając cenę skupu 20 gr za butelkę otrzyma… 562 zł, czyli więcej niż dałby mu ZUS!
Jeśli ktoś zada sobie trud weryfikacji tych informacji, to zobaczy, że to najprawdziwsza prawda. (Przykład opracowany przez Roberta Wyrostkiewicza z “NCz!”)
November 30th, 2008 at 16:28
Prawica to coraz bardziej rozmyte pojęcie. PiS jest prawicowy w sferze obyczajowości, natomiast gospodarczo to zatwardziali socjaliści. Może więc dla tej prawdziwej prawicy w starym rozumieniu lepiej używać określenia konserwatyści. Wydaje mi się, że oni nie negują podatków jako takich, a jedynie chcą podatku liniowego, bądź idą jeszcze dalej - wyłącznie podatku pogłównego.
Natomiast faktu istnienia ZUS-u w obecnej postaci nawet nie chce mi się komentować…