Sequele
Na Pyrkonie kilka osób pytało mnie, kiedy będzie dalszy ciąg Kameleona i czy napiszę historię umieszczoną w universum Verticala. Nie mam zamiaru tego robić. Masa pomysłów czeka, a czasu wciąż mało. Po co rozgrzebywać zamknięte historie?
Serie to oczywiście wynalazek zachodni. W Polsce funkcjonują od dawna, ale dopiero teraz stały się na tyle modne, że zdziwienie budzi książka, która jest samodzielną zamkniętą historią opowiedzianą od A do Z. Przyczyną jest marketing. Serie sprzedają się lepiej niż pojedyncze książki, ponieważ ludzie są leniwi i lubią sięgać po coś, co już znają. Zgodnie ze sztuką sprzedaży należałoby właściwie każdą nową książkę reklamować jako pierwszy tom cyklu. Jeśli odniesie sukces, czyli w polskich warunkach sprzedaż przekroczy kilka tysięcy egzemplarzy, oszczędności na promocji drugiego tomu będą spore.
Dla wydawnictwa bardzo wygodne jest zaszufladkowanie autora i zmuszenie go do powielania sprawdzonych wzorców. Skoro mało czytelników szuka nowych natchnień, niech i autor klepie to samo do znudzenia. Jest to właściwie znacznie prostsze i dla samego autora. Ten sam świat, ci sami bohaterowie, przewidywalne tempo pracy bez zakłóceń. Odpada połowa główkowania i jest pewność, że nakład będzie chociaż zbliżony do poprzedniej części. Finanse domowe również więc będą lepiej wyglądać.
Czy to źle? Zależy kim co powoduje i kto do jakiego czytelnika chce trafić. Z naprawdę nielicznymi wyjątkami można przyjąć, że żadna seria powyżej trzech tomów nie będzie już odkrywcza, a artyzm będzie oddawał pola komercji. Komercyjna literatura też jest potrzebna - nie od dziś wiadomo, że człowiek czytający (niechby i komerchę) jest mądrzejszy od nieczytajacego.
Sporo serii, szczególnie tych importowanych, zdaje się być ciągniętych na siłę, bez pomysłu. Umordowanych bohaterów, którzy marzą już tylko o wiecznym odpoczynku, po barbarzyńsku wysyła się na pięćdziesiątą ósmą misję, do złudzenia przypominającą poprzednie. Końcówka jest doskonale przewidywalna, reszta akcji również. Po co to czytać? Po co to pisać? Jak to po co?! Z tego samego powodu, dla którego ludzie przez lata w tym samym barze zamawiają na obiad te same kluchy z tym samym sosem. Ludzie pragną umiarkowanej monotonii. Zmuszenie ich do przekonfigurowania synaps to ryzykowne przedsięwzięcie. Być może dałoby się te serie wydawnicze nawet zapętlić, zamiast dziesiątej części wydać minimalnie zmienioną pierwszą? Ktoś by zauważył?
Udostepnij
April 7th, 2009 at 19:52
Trochę to dziwne że z pod ręki autora serii książek FNiN, wyszedł tekst krytykujący pisanie właśnie takich serii. Jednak Pan Kosik ma własne wydawnictwo i talent pisarski, więc na taki tekst może sobie pozwolić.
April 7th, 2009 at 20:27
FNiN ciężko sobie wyobrazić w postaci jednej książki. To z założenia miała być seria, choć każda część to osobna historia i można czytać niezależnie od pozostałych (licząc OS i OS2 wspólnie).
Nie da się ukryć, że każdy kolejny tom nie może być rewolucją, ale przynajmniej nie musi być gorszy od poprzedniego. Dopóki kolejne tomu nie schodzą z poziomu, jest dobrze. Jak stwierdzę, że ciągnę serię na siłę, to przestanę ją pisać.
April 14th, 2009 at 18:04
Niech Pan nie mówi jeszcze o koÅ„cu, za wczeÅ›nie na to po co straszyć fanów. Pisze ponownie po Å›wiÄ™tach ponieważ przypomniaÅ‚a mi siÄ™ pewna obserwacja która dotyczy tego tematu. Otóż te sequelarstwo zaszÅ‚o tak daleko, że autorzy zamiast wymyÅ›lać wÅ‚asnych bohaterów i nowe historie, piszÄ… kontynuacje cudzych dzieÅ‚. I tak na rynku dostÄ™pne sÄ… nowe części WÅ‚adcy PierÅ›cieni czy nowe przygody Jamesa Bonda. Na rosyjskim rynku dostÄ™pny jest Powrót Wolanda kontynuacja “Mistrza i MaÅ‚gorzaty” MichaiÅ‚a BuÅ‚hakowa. U nas można natrafić na “W rÄ™ku Boga” w którym pojawiajÄ… siÄ™ bohaterowie Trylogii Henryka Sienkiewicza. Czy to w ogóle jest twórczość ? Taki sam dylemat jak z tymi DJ-ami: czy oni tworzÄ… czy odtwarzajÄ…, dlatego nie bÄ™dÄ™ go roztrzÄ…saÅ‚.
April 15th, 2009 at 18:15
No, wÅ‚aÅ›nie mnie pan wystraszyÅ‚… BÄ™dziemy panu podsuwać pomysÅ‚y, jakby co :D
Ciekawy artykuł, nawiasem mówiąc.