Toskania - część 7
San Andrea a Pigli to nie jest miejscowość turystyczna. To mała wioska na przedmieściach Arezzo, gdzie wynajęliśmy dom. Wart jest obejrzenia, bo to nie jest dom robiony pod turystów, tylko prawdziwy włoski dom – poza sezonem mieszka tam właściciel z rodziną.
Lubię kontrolowaną przaśność. Chociaż podczas przygody z architekturą projektowałem budynki i wnętrza modernistyczne i minimalistyczne, sam nie mógłbym w nich mieszkać. Moda jest jednak właśnie taka, szczególnie wśród ludzi co bardziej zapracowanych. Wnętrza sterylne, lub chociaż proste. Bywa, że ktoś zatrudnia architekta wnętrz i potem sam nie może już nawet przestawić wazonu, bo się koncepcja sypie. Dom w San Andrea a Pigli, w którym mieszkaliśmy przez tydzień, mógłbym podczepić do wielkiego helikoptera i ukraść wraz z ogródkiem. To dom z niesamowitą atmosferą. Widać, że ktoś go budował i wykańczał dla siebie. Za dnia przytulny i pachnący, wieczorem straszny i dreszczogenny. Można by tam kręcić horror bez scenariusza. Dziki podchodzące pod bramę, podejrzane odgłosy z rodzaju tych, używanych właśnie w horrorach, skłaniały mnie co noc do zamykania ciężkich, dębowych okiennic. Dom nadawałby się do obrony podczas wojny. Nawet ogródek kończył się kilkumetrową skarpą z murem.
W tym domu poczyniłem kilka ciekawych obserwacji. Włoskie wtyczki są dziwne. Mają trzy bolce (środkowy to zapewne uziemienie). Na szczęście napięcie się zgadza, więc polskie (czyli cywilizowane) wtyczki da się w te włoskie dziury wepchnąć. Czasem wymaga to słowiańskiej krzepy, bo średnicy otworu nie staje. Za sprawą tego dodatkowego bolca Włoch w Polsce (cywilizacji) nic swojego do kontaktu nie włoży. Ciekawa sprawa, bo w samej Italii jest kilka niekompatybilnych systemów wtyczek. W domu, o którym mowa, były ich trzy rodzaje. Tak więc podłączanie wszystkiego odbywało się poprzez rozmaite przejściówki i przedłużacze. Co to za Unia Europejska, skoro członkowie nie potrafią się nawet dogadać w sprawie ujednolicenia gniazdek elektrycznych? Jak ten chaos powstawał, chyba wiem: w każdym kraju zatrudniano specjalistę (albo lepiej sztab specjalistów, żeby więcej kasy wyciągnąć), by opracował (nie)standard. I ten mały ?*@>& (lub ci mali ?*@>&s) brał wtyczkę już istniejącego systemu kraju sąsiedniego i projektował nową, żeby była trochę inna. Powinniśmy zbezcześcić jego grób! Czemu nie może być tak samo? Duma narodowa? Do niedawna wtyczki telefoniczne też były inne, ale po kryjomu i oddolnie wszedł standard RJ-11. Amerykański, rzecz jasna.
Ale dość nudzenia, oto zdjęcia. Mam nadzieję, że choć częściowo oddają atmosferę tamtego domu.
Udostepnij










































March 17th, 2009 at 10:37
Bardzo ładne zdjęcia Pazia żeglarza. Tego ćmola na pierwszy rzut oka nie rozpoznaję, ale może poszukam w literaturze :D
November 20th, 2010 at 13:57
Super ;) Uwielbiam takie miejsca, które mają klimat, nie ma co. Może kiedyś się wybiorę.