Wielki Błękit
publikacja Science Fiction 27 (06/2003)
(fragment)
W sklepie nie było gazety. Mariola kupiła tylko wczorajszy chleb. Gdy wyszła ze sklepu sprzedawczyni zamknęła drzwi na klucz, powiesiła karteczkę „Nieczynne do odwołania” i powiedziała, że jakby czegoś było potrzeba to będzie w kościele. Pół wsi już tam było.
Mariusz stał na tarasie i przez lornetkę obserwował dolinę. Nie zwrócił uwagi na odgłosy przygotowywanego śniadania.
– Coś tam widzisz? – zapytała w końcu przynosząc mu szklankę mleka i kanapki.
– Obok strumienia przewróciły się dwa świerki. Słyszeliśmy to w nocy.
Podał jej lornetkę. Długo patrzyła na zwalone drzewa próbując uświadomić sobie, że koszmar jednak ich dogania. Wczorajsze wrażenie pozostawania w oku cyklonu odleciało w nicość.
Przy śniadaniu słuchali wiadomości lokalnej stacji radiowej. Nadawała na awaryjnym zasilaniu tylko pięciominutowe serwisy o każdej pełnej godzinie. Dowiedzieli się, że kilka tysięcy uciekinierów z centralnej Polski pieszo zbliża się do Zakopanego. Pierwsze większe grupy są spodziewane za kilka godzin. Wszystko wskazywało na to, że nikt nie zamierza im bronić wstępu do miasta. Wprost przeciwnie: przygotowuje się dla nich miejsca noclegowe w gmachach publicznych. Wojsko, policja i straż graniczna wobec braku łączności ze stolicą oddały się do dyspozycji prezydenta miasta. Strzępki doniesień ze świata wskazywały na to, że wszędzie sytuacja jest podobna. Z niepotwierdzonych informacji wynikało, że przy którymś ze schronisk górskich wylądował jeden z helikopterów rządowych.
Mariusz wyłączył radio.
– Boisz się? – zapytał obejmując ją ramieniem. Miękko wtuliła się w niego.
– Tak. Bez ciebie bym już zwariowała.
Z głuchym łomotem w dole przewróciło się kolejne drzewo. Obydwoje wstali i spojrzeli w tamtym kierunku.
– Już tu jest – szepnęła Mariola.
Patrzyli jak zahipnotyzowani w powiększającą się wolno wyrwę w ziemi. Najpierw spadały pojedyńcze grudki, potem został przerwany brzeg potoku i woda zmieniła bieg.
– Grunt usuwa się nam spod nóg – powiedział Mariusz. – Pakujmy się. Wkładaj do plecaka tylko to co niezbędne. Być może będziemy musieli nieść je na plecach przez kilka godzin.
Oderwali wzrok potoku. Plecaki były w większej części zapakowane. Pozostało tylko dorzucić leżące na podłodze ubrania i radio. Zajęło to dwie minuty.
– Co teraz? – zapytała Mariola.
– Jedziemy wyżej – odparł Mariusz. – Ale po drodze sprawdzimy jeszcze jedną możliwość…
Wrzucili plecaki do Land Rovera. Mariusz zamknął drzwi domu kluczem, choć nie miało to większego sensu, i wsiadł za kierownicę. Silnik odpalił za trzecią próbą.
Gdy mijali ostatnie domy wyrwa w dolinie miała dwadzieścia metrów długości, a świerki przewracały się co kilka sekund. Dzwon w kościele wzywał wiernych na ostatnią mszę. Nikt inny nie uciekał ze wsi.
Udostepnij
April 13th, 2011 at 17:19
Gdzie mozna znaleść całe opowiadanie Wielkiego błękitu poza miesięcznikiem
Science Fiction
April 13th, 2011 at 23:01
Panuję wydać, najpewniej w tym roku, zbiorek opowiadań, w którym znajdzie się i Wielki błękit.