Złota 44
Pisałem już kiedyś o ludziach, którzy protestują, biorąc na zakładników własnej sprawy wiele postronnych osób. To co się dzieje przy okazji budowy wieżowca Złota 44 w Warszawie jest kolejnym tego przykładem. Ale też jest przykładem słabości prawa i obyczaju w naszym kraju. Miasto miałoby szansę na prawie dwustumetrowy piękny budynek w centrum jeszcze przed Euro 2012. Miałoby, gdyby nie złe przepisy, ociężałość machiny prawnej oraz wykorzystujących to, mówiąc brzydko, szkodników społecznych.
Sytuacja wygląda następująco. Złota 44 to budynek zaprojektowany przez Daniela Libeskinda, architekta ze światowej pierwszej ligi, faceta, który wygrał przetarg na odbudowę World Trade Center w Nowym Yorku. Budowę warszawskiego wieżowca wstrzymano na 17 kondygnacji (czyli na 1/3 wysokości) ponad rok temu, kiedy zaczął się kryzys. Teraz kryzys dobiega końca i prace mogłyby być kontynuowane, gdyby nie to że przepadło pozwolenie na budowę. Pozwolenie to uchylił w lipcu 2009 r. wojewódzki sąd administracyjny po wpłynięciu skargi siedmiorga mieszkańców sąsiedniego bloku. To, że skarga zawiera kłamstwa, dla sądu nie miało znaczenia. Orco, które chce jak najszybciej wznowić budowę, zaskarżyło ten wyrok do Naczelnego Sądu Administracyjnego, czyli instancji, która może wydać odpowiednie pozwolenie (uchylić uchylenie). NSA, mówiąc wprost, urzędowo olało sprawę, tłumacząc się kolejką spraw. Nie ustalono nawet terminu rozpatrzenia sprawy.
Kilku mieszkańców sąsiedniego budynku naraża developera na poważne straty, psuje wizerunek stolicy i funduje wszystkim Warszawiakom najbliższy rok z betonowym ogryzkiem w środku miasta. I co najgorsze, oni robią to zupełnie bezkarnie. Nawet jeżeli biurokratyczna machina wreszcie ruszy i nawet jeśli oddali bezzasadne skargi, to ich autorzy nie poniosą żadnej kary. Z kolei developer nie dostanie od państwa żadnego odszkodowania z tytułu opieszałości jego organów. I jak tu przekonywać kogokolwiek, że warto szanować prawo?
Protestujący albo nie rozumieją, czym jest centrum miasta, albo zwyczajnie są wyrachowanymi szantażystami liczącymi na to, że w ten sposób wyłudzą haracz za wycofanie skargi. Jak ktoś chce mieć ciszę, przestrzeń i dużo zieleni, to powinien się przeprowadzić na przedmieścia. Centrum miasta ma inne funkcje. Tu jest potrzebny zgiełk, są potrzebne otwarte do późna knajpy i imprezy uliczne na kilka tysięcy osób. Są też potrzebne nowoczesne wysokie budynki, które siłą rzeczy rzucają cień na otoczenie.
Udostepnij
March 21st, 2010 at 11:57
No a u nas mieliśmy sytuację odwrotną w mieście. Wybudowano nowy blok, w odległości 10m o drugiego, zasłaniając świetny widok na park narodowy i dostęp światła mimo nakazu sądu, żeby przenieść budowę.
March 21st, 2010 at 15:30
Różnie bywa, w Warszawie też w kilku miejscach np. z dzielnic willowych miały wyrosnąć pojedyncze bloki na kilkanaście pięter. Ale w centrum zasłanianie światła jest jakby normalne.
March 21st, 2010 at 18:08
Na takie rzeczy ja mówię sobie jedno:
Witamy w Polsce.
Te osoby, które zaskarżyły, to pewnie 60+ letnie osoby, które narzekają na wszystko i nie stać je na przeniesienie się dalej od centrum.
Taka sama sytuacja w moim bloku:
Chciano odnowić elewacjÄ™, bo ta jest już mega stara i dziurawa, porysowana. No ale oczywiÅ›cie dziady mówiÄ…: “jest kryzys i my już niedÅ‚ugo umrzemy to po co nam to?” OczywiÅ›cie, jakby to dobrze rozegrać to by nikt nic nie zapÅ‚aciÅ‚(koszty poniosÅ‚aby spółdzielnia) ale takim ludziom nie da siÄ™ przemówić do rozsÄ…dku.
Centrum powinno być centrum, a wszystkie mieszkania na obrzeżach miasta, tyle.
March 21st, 2010 at 18:25
A wiadomo chociaż, na co zaniosły skargę owe osoby z centrum?
March 21st, 2010 at 19:05
Nie wgłębiałem się aż tak w temat, to nie jest akurat ważne dla sprawy. Znając życie, skarga dotyczy wszystkiego, co można w niej zawrzeć, niezależnie od tego, czy jest to prawda, czy nie. Chodzi przecież nie o rację tylko o blokowanie budowy.
W tej skardze jest między innymi coś o niezgodności z procedurami, bo powinny być inne, jeśli w budynku jest ponad 300 miejsc parkingowych. Ci ludzie twierdzą, że jest ponad 300 miejsc, developer odpowiada, że nie ma trzystu miejsc. Stawiam 10 do 1, że to developer mówi prawdę. Sprawa niby prosta i do załatwienia w kwadrans - wystarczy policzyć miejsca na planie, który przecież nie jest tajny. No ale sąd tak nie działa. Musi być termin rozprawy, eksperci, etc. Pół roku niewyjęte.
March 22nd, 2010 at 20:29
Szczególnie przykre, że już jeden z potencjalnie nadchodzących budynków światowej klasy architekta został wyrzucony do kosza (lilium tower Zahy Hadid) podobno ze względów logistycznych. I tak na razie możemy cieszyć się tylko Metropolitanem sir Normana Fostera. A na Libeskinda warto czekać. :)
March 23rd, 2010 at 21:15
Ojoj. Polska, pod względem terytorium i kultury jest bardzo przyjemnym krajem, ale jak sobie pomyślę o państwie :/, prawach, sądach, nieudolnemu przeciwdziałaniu przestępczości tooooooooooooo